Rozdział 9 - Pamiętasz moje imię?
Niepewnie kiwnęła głową.
— Juvia! — mężczyzna wstał gwałtownie. — Tyle lat cię nie widziałem! — wyrzucił ręce do góry.
Juvia uśmiechnęła się promiennie, a do jej oczu napłynęły łzy. Szybkim ruchem przybliżyła się do czarnowłosego i bardzo mocno przytuliła. Momentalnie po jej zaczerwienionych policzkach popłynęła słona ciecz. Odwzajemnił uścisk, ale po chwili uniósł dziewczynę i obrócił dookoła własnej osi. Juvia pisnęła cicho. Po upływie kilku sekund jej nogi dotknęły podłoża. Podziękowała w duchu za to. Zrobiła krok w tył i ręką otarła łzy.
— Zmieniłaś się — przyznał, wgapiając się w Juvię.
— Za to ty wcale — zrobił obrażoną minę, na którą dziewczyna parsknęła śmiechem.
Na całą tę scenę bacznie obserwował Sensei za ladą, który ze znużeniem pił czarną kawę.
— Pracujesz tu? — porozglądał się po pomieszczeniu, po czym wskazał na Juvii strój.
— Tak, ale tylko na chwilkę — powiedziała spokojnym tonem.
— Jak to tylko na chwilę, hę?! — w drugim końcu sali odezwał się ciężki i zdenerwowany głos.
Juvia odwróciła się prędko.
— Natsu—san?* — zapytała przestraszonym głosem, gdy chłopak z prędkością światła zbliżał się do niej.
— Dlaczego nie chcesz tu pra— urwał, gdy jego wzrok zatrzymał się na niebieskowłosej kelnerce.
Zamrugał kilka razy oczami.
— Juvia? — spytał zaskoczony.
Kiwnęła twierdząco głową.
Natsu pomylił Juvię z Emyli, która pracowała tu od miesiąca i ma identyczny kolor włosów.
Bardzo zawstydził się taką wpadką. Jego twarz przybrała koloru czerwonego, a z nosa poleciała mu szkarłatna ciecz, a to tylko dlatego, że zobaczył Juvię w tak wyzywającym stroju. W myślach przeleciała mu myśl, jak wygląda kostiumie kociaka lub tygryska. Miał naprawdę bujną wyobraźnię, a większość jego myśli zaprzątała niebieskowłosa dziewczyna z bladą cerą i pięknymi oczami, który mimo tylu śmiechu i radości, skrywały tak ogromny ból i cierpienie.
— Wszystko w porządku Natsu—san? — spojrzała na niego zatroskana.
— Z—z—z—z—zaraz w—w—wracam! — wydukał, zakrył nos dłonią i popędził w stronę jakiegoś pokoju.
— Kto to był? — czarnowłosy usiadł na krześle, a Juvia naprzeciwko.
— Znajomy — rzekła obojętnie, bo nie czuła do niego większej sympatii.
— Tak się zastanawiam... — leniwie przeciągnął ostatni wyraz. — czy pamiętasz moje imię?
Chciała odpowiedzieć, ale przerwał jej.
— Ostatni raz widzieliśmy się dziesięć lat temu — wzdychnął. — Jestem ciekaw co robiłaś przez tyle „wieków" — prychnął.
— To prawda. — Potwierdziła dokładną liczbę lat. — To szmat czasu, ale mimo tego pamiętam tego chłopca, który codziennie w piaskownicy sypał mi piasek do włosów, a potem dostawał „lekcję dobrego zachowania przy zabawie" od mojego brata. — Zaśmiała się na to wspomnienie. — Gajeel. Gajeel Redfox — wskazała na niego palcem.
— A już myślałem, że moja osobowość poszła w zapomnienie, gihi.**
— Nie mogłabym o tobie zapomnieć, drogi przyjacielu — zaakcentowała poetycko.
Gajeel zaśmiał się pod nosem.
— Muszę wracać do pracy — oświadczyła bez entuzjazmu. — Chciałbyś coś zamówić?
— Czarną kawę. — Zapisała w notesie nazwę napoju i odeszła od stołu.
Żwawym krokiem kierowała się do kuchni, jednak znając Juvii szczęście potknęła się na prostej podłodze i wpadła na kogoś, a dokładnie na kogoś klatkę piersiową. Przeklęła swoje buty. Już miała się wydostać z tej niekomfortowej sytuacji, gdy nagle przypomniało jej się coś. Wszędzie rozpoznała ten truskawkowy zapach! Uniosła głowę do góry i spotkała się z jego czarnymi i pochłaniającymi oczami. Były one tak hipnotyzujące, że Juvia myślała przez chwilę, że znajduję się w jakiejś klatce, w której nie ma wyjścia. Niedługo to trwało, bo wyrwał ją z transu jego głos.
— Co ty masz na sobie, Juvia? — zmierzył ją wzrokiem Sensei.
Jego twarz była niebezpiecznie blisko. Nigdy nie miała tak bliskiego spotkania z przeciwną płcią, dlatego nie wiedziała jak zareagować. Jak na zawołanie jej serce przyśpieszyło bicia, oddech był szybki i niezbyt równy, a nogi odmawiały jej posłuszeństwa, chociaż chciała jak najprędzej stąd uciec. Twarz przybrała koloru czerwonego, a w gardle poczuła dużą kulę, przez którą nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Drżącą nogą cofnęła się o jeden krok. Bezpieczna.
— T—t—to s—strój k—k—kelnerki — wyjąkała.
Spuściła głowę w dół i nerwowo bawiła się kawałkiem falbanki od ubrania. Juvia mogła przysiąc, że przed chwilą jego twarz wyglądała inaczej niż za zwykle. Patrzał na nią w nieokreślony dla niej sposób. Czyżby ten strój był zbyt uwodzicielski? Mało atrakcyjny? Nie, to na pewno nie to.
Może po prostu nie wytrzeźwiał?
Wyminęła go sprawnie, ale gdy chciała otworzyć drzwi do kuchni, powstrzymał ją jego głos.
— O dwudziestej przed budynkiem. — Zarządził i wyszedł z kawiarenki.
Juvia zatrzasnęła za sobą drzwi od kuchni i oparła się plecami o ścianę. Zjechała po niej powoli i oplotła rękami nogi. Głowę ułożyła na kolanach. Siedziała może tak z kilka minut, ale przez ten czas udało jej się uspokoić oddech i bicie serca.
Dlaczego akurat przy nim czuła tak ogromne ciepło, po mimo jego zimnego charakteru?
Wstała, otrzepała ubranie z niewidzialnego kurzu, a następnie odnalazła kucharkę i przekazała jej zamówienie Gajeela. Gdy kawa została zaparzona, udała się z nią do klienta. Ponownie przekroczyła barek, a na sali ucichło. Jednak teraz dziewczynie to nie przeszkadzało. Dumnie wyprostowana szła do stolika, który zajął jej przyjaciel. Postawiła kawę na drewnianym meblu.
— Pańskie zamówienie — uśmiechnęła się i odeszła, aby zapisać resztę zakupionych rzeczy przez klientów Fairy Tail.
~*~
Po ukończonej pracy udała się do garderoby, gdzie przebrała się w swój codzienny strój — Kimono. Wyszła z pomieszczenia i szła wzdłuż korytarza, gdy jej uwagę przykuł zegar. Niby zegar to najzwyklejsza rzecz na świecie, ale ten wskazywał, że za minutę wybije dwudziestą, a na tę godzinę była umówiona z Senseiem! Odwróciła się pośpiesznie i biegła w stronę wyjścia. Nie było dopuszczalne coś takiego jak spóźnienie! Juvia błagała, aby nigdzie się nie potknęła ani na nikogo nie wpadła. Jednak jej szczęście wróżyła coś innego. Zderzyła się ponownie z jakimś facetem, ale tego zapachu nie znała. Upadła na zimie.
— Uważaj jak chodzi— podniósł głos, a Juvia skuliła się. — Juvia? Co tu robisz, piękne dziewczę? — zażartował Natsu.
— Biegnę — odpowiedziała i wstała energicznie.
— Dokąd tak się śpieszysz, o pani?
— Do Senseia — odrzekła szybko i wznowiła bieg.
— Kto jest twoim nauczycielem? — zapytał zaciekawiony.
— Pewien samuraj! — odkrzyknęła i otworzyła drzwi, które prowadziły na zewnątrz.
Zeszła po schodkach i próbowała odszukać Senseia. Nie było to jednak łatwe, gdyż na dworze robiło się ciemno.
— Sensei? — zapytała przestraszona.
— Dziesięć minut spóźnienia. — Odezwał się męski głos znikąd.
— Wpadłam na kogoś — mruknęła pod nosem i chciała natychmiast się udać do środka, bo powiał mroźny wiatr, a Juvii zrobiło się okropnie zimno.
Nagle coś zaszeleściło, a Juvia prawie przeszła zawał. Pisnęła cicho.
— To nie jest śmieszne! — powiedziała zdecydowanie poważnie.
Nie wiadomo skąd i jak przy jej brodzie pojawiło się ostrze katany. Wzdrygnęła się.
— Nawet podczas odpoczynku nie opuszczaj gardy — pouczał ją Sensei.
Juvia odsunęła ostrze od twarzy na bezpieczną odległość i próbowała się uspokoić. Przed chwilą prawie umarła! Czarnowłosy podrzucił przedmiot, który trzymał w drugiej ręce, a Juvia złapała go w locie. Okazało się, że była to katana. Wyjęła ją, a pochwę rzuciła gdzieś na bok. Sensei uniósł katanę na wysokość ramienia i skierował ją w stronę dziewczyny.
— Walcz ze mną — rzekł stanowczym tonem, że aż Juvię przeszły ciarki.
Modliła się w duchu, aby było dane jej przeżyć.
Natsu-san*— Pan Natsu (tłumaczenie)
Gihi** — charakterystyczne słowo, które bohater czasem dodaje do końcówek zdania
Komentarze
Prześlij komentarz