Rozdział 3 - To mój sekret

— Trzymaj dwoma rękami! — upomniał Juvie.

— Ale jak? — dziewczyna nie miała zielonego pojęcia o posługiwaniu się kataną.

— Daj to — wziął od niej broń i wskazał jej poprzednie błędy. — Teraz rozumiesz?

Kiwnęła głową.

Ponownie spróbowała utrzymać prawidłowo katanę, ale jej „nauczyciel" nadal widział w tym niedoskonałości. Juvia bezsilnie upadła na ziemię i wgapiała się w nauczyciela jak zrobić to poprawnie. Broń wypalała jej ręce. Gdy tylko pomyślała, ile ludzkich serc przebiło to ostrze, katana stawała się okropnie ciężka jakby ważyła tonę.

Ze znudzeniem i brakiem sił próbowała dalej. Musiała przyznać, że był to jej najcięższy trening w życiu. Walczyła ze swoją wolą, czy chce być morderczynią, nie. Nie poddała się, ponieważ obrała sobie cel w życiu, a mianowicie, że odnajdzie brata. I tylko ten cel, przepędzał myśli o ostrzu katany, która zabiła tylu ludzi.

Podniosła się z ziemi i wznowiła ćwiczenia. Jej nauczyciel powiadomił ją, że za chwilę przyjdzie. Po chwili wrócił , niosąc dwie miseczki ryżu z warzywami i kurczakiem, oraz dwie pary pałeczek. Usiadł na jednym z dużych kamieni i wskazał Juvii miejsce obok siebie, na którym miała się usadowić. Wykonała posłusznie polecenie i po chwili zajadała się potrawą przygotowaną przez czarnowłosego. Juvia posmutniała trochę, bo myślała, że to ona będzie gotowała, aby odwdzięczyć mu się za ratunek w jej płonącym mieście i, że może mieszkać razem z nim. Musiała się również pogodzić z faktem, że gotuje lepiej od niej.

W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że nie zna jego imienia! Przełknęła głośno resztę ryżu i niepewnie spojrzała na niego. Po chwili zauważył jej wzrok na sobie.

— O co chodzi? — zapytał spokojnym głosem.

— Zastanawiało mnie to już od pewnego momentu... — przeniosła spojrzenie na buty. — Jak ci na imię? — ponownie spojrzała na jego twarz.

Zaśmiał się pod nosem.

— Mojego imienia nie poznasz — rzekł obojętnie.

— Dlaczego? — nie spodziewała się takiej odpowiedzi.

— To mój sekret — położył wskazujący palec na usta.

Zdziwiona wpatrywała się w jego czarne niczym smoła oczy. Tonęła w nich. Przyciągały z taką potężną siłą, której Juvia nie potrafiła określić i zrozumieć.

— Więc jak mam cię nazywać? — spytała.

— Cóż... — podrapał się po karku szukając odpowiedzi.

— Sensei*?

— Może być — zaśmiał się z tej nazwy, ale musiał się do niej przyzwyczaić.

Juvia trenowała bez przerwy, a na oku miał ją Sensei. Dziewczyna zastanawiała się, co by się stało, gdy nieco zmieni pozycję. Zrobiła lekki rozkrok, a po środku rękami trzymała katanę, tak aby była skierowana lekko w dół. W ten sposób wyglądało to, jak pozycja do walki.

— Nie potrafisz najprostszych chwytów i póz, a te trudniejsze wychodzą ci idealnie. — Prychnął.

— Mógłbyś mnie ich nauczyć, Sensei? — zapytała podekscytowana.

— W tej chwili to absurdalne. Pierw wkujesz sobie do głowy te najprostsze — odrzekł, usiadł po turecku i opadł plecy o wysoki kamień, a kątem oka obserwował swoją ucznennice.

Niebieskowłosa ze znudzeniem patrzyła na broń. To prawda, że chciała nauczyć się czegoś ciekawszego niż gotowanie czy sprzątanie. Pragnęła być potrzebna. Po raz kolejny próbowała ustaw. Katana była w jednej ręce naprawdę ciężka, ale w obydwóch nie sprawiała żadnej problemów.

Zapadł zmrok, a Juvia ćwiczyła nadal z bronią w ręce. Była zmęczona jak nigdy dotąd. Ostatni raz z resztkami sił chwyciła katanę i ustawiła się w takiej pozycji, którą potrafił zrobić każdy początkujący, a dla Juvii jest to ogromna zagadka.

— Dobrze — odparł słabo.

Dziewczyna obróciła się w jego stronę. Posłał jej znak, że ta poza jest odpowiednia. Przyjrzała się sobie. Chciała zapamiętać ten widok, aby później móc trenować lepsze i trudniejsze techniki.

— Na dziś skończymy. Spotkajmy się tu jutro o tej samej porze — powiedział dość oschle.

— Rano? — zapytała zmieszana.

— Tak. Idź spać — odszedł w przeciwną stronę, ale przed tym odebrał od Juvii broń.

— Dobranoc! — rzuciła i powędrowała do swojego pokoju.

Usiadła na materacu i popatrzyła na krajobraz za oknem. Po kilku minutach bezczynnego wpatrywania się w szybę weszła pod pierzynę i zakryła się nią, aż po czubek głowy. Rozmyślała nad jej trenerem. Była bardzo ciekawa jak miał na imię. Jego osobowość była równie tajemnicza jak charakter, którego nie rozumiała zbyt dobrze. Mimo tego jedno dnia polubiła w nim wyrozumiałość, ale z drugiej strony nienawidziła go całym sercem.

Nigdy nie wybaczy mu za wytępienie ludzi z miasta.

Nigdy.




Sensei* - nauczyciel, mistrz.

Komentarze