Rozdział 24 - Nie chcę być sam
Siedział po turecku na dworze, trzymając w ręku katanę. Z wielką dokładnością czyścił ostrze. Po chwili poczuł spadające po nim zimne krople deszczu. Uniósł głowę i wgapiał się obojętnie w czarne chmury. Schował broń w pochwę i ponownie obserwował ciemne obłoki wędrujące po niebie. Krople spadały na jego twarz, a po chwili zlatywały w dół. Nagle przed jego oczami pojawiła się sylwetka niebieskowłosej dziewczyny, która gorzko płakała. Złapał się za głowę i zamknął oczy. Przez kilka dni, gdzie tylko nie spojrzał, widział jej oblicze. Można było to określić jako schizofrenie albo coś w tym stylu. Nie mógł jej dotknąć, więc najprawdopodobniej była duchem, który go nawiedzał. Było to dla niego naprawdę męczące. Nie mógł się skupić na codziennych obowiązkach czy nawet treningach. Próbował nieraz wybić sobie z głowy jej wizerunek. Było to uciążliwe, gdyż Juvia spędziła kilka tygodni w tym mieszkaniu i, gdy przechodził obok jej sypialni, coś ściskało go od środka. Niekiedy spał, a zdarzało się to rzadko, bo we śnie widział tylko ją. Często budził się zmęczony i po raz kolejny kładł się do łóżka, ale nie dawało to żadnych rezultatów. Czasem, gdy widział swoje odbicie w wodzie, nie poznawał siebie. To nie był już ten sam Gray Fullbuster, który wolał samotność od spędzaniu czasu z przyjaciółmi, ciszę od gwaru, deszcz od słońca, falę krwi i bitwę od pokoju, precyzje i dokładność od niedbalstwa. Stał się kimś zupełnie innym i to go przerażało.
„— Twoje znamię. — Wskazał na czarny symbol na jej prawej dłoni w kształcie dwóch mieczy, które przecinały się przez koronę. — Wiesz, co oznacza?
Pokręciła głową.
— Oznacza nadludzką siłę. Jednak wielu ludzi mówi, że kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic i ci, którzy go posiadają, powinni nosić go z dumą. Przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Dziwi mnie to, iż tego nie wiedziałaś — skrzywił się."
Tak naprawdę, nie oznaczało ono nic. Zwykła bujda. Rodzice swoich pociech oznaczali je takimi znakami, aby w razie zaginięcia, można byłoby określić, skąd pochodzą i od kogo. Korona oznaczała herb miasta lub wioski. Miecze albo inne dodatki dorysowywali ich rodzice. Każdy rozpoznawał się w taki sposób. Znamię można było usunąć bardzo prosty sposób. Juvia i Lyon posiadali identyczne, ale nie pamiętali swoich rodziców. Jednak nie każda cywilizacja rysowała na rękach znaki. Duże miasta czy państwa charakteryzowały się ubiorem lub zachowaniem albo akcentem. Każdy miał inny sposób.
Gray wierzył w Juvię, a nie w znak na dłoni. Juvia uwierzyła w bajkę o znamieniu, jaką opowiedział jej Fullbuster. Nie był przekonany, czy cała siła wkładana przez nią na treningach była po to, aby sprawdzić, czy znamię rzeczywiście ma w sobie coś w rodzaju obszernej siły i potęgi. Cóż zadziwiające było to, że nienawidziła się poddawać. Nawet gdy była strasznie pobita czy poturbowana. Gray właśnie to w niej cenił. Gdyby przy ich pierwszym spotkaniu okazała się osobą zrzędliwą, płochliwą i bez krzty entuzjazmu, samuraj wyrzuciłby ją od razu na próg.
„Tak bardzo się zamyśliła, że nie zauważyła przed nią grubej gałęzi, która leżała na ziemi. Na jej nieszczęście potknęła się. Jedyne to, co poczuła to miękki materiał, który pachniał truskawkami i silne ręce, które oplatały ją w talii. Speszona i lekko zarumieniona spojrzała na swojego bohatera. Był nim Sensei.
— Patrz pod nogi, Juvio — zwrócił jej uwagę, a dla Juvii ta wypowiedź zepsuła cudowną chwilę."
„Juvii wypadła katana z rąk. Na jej nieszczęście wylądowała na małym kamieniu, który zostawił na ostrzu rysę. Mężczyzna oprzytomniał na dźwięk upadającej broni. Zasłonił sobie twarz dłoni i próbował zrozumień, dlaczego ta dziewczyna, mając ten znak na dłoni, który świadczy o sile, a u niej działa to w odwrotną stronę?"
„Juvia prawie przewróciła się przez schody, dywan, a nawet o własne nogi, bo biegła ile sił, by dostarczyć dowód niewinności Graya."
W niektórych chwilach wydawała się malutka i przypominała dziecko. Była czasami niezdarna, ale to ani trochę nie przeszkadzało Grayowi. Płakała dosyć często, ale miała ku temu powody. Każdy z nas ma czasem gorszy dzień i ma prawo popełniać błędy. Niektóre złe uczynki można wybaczyć, ale Graya nie miał pojęcia czy jego błąd kiedykolwiek zostanie wybaczony. Zachował się jak człowiek bez serca i opuścił osobę, która była dla niego pewną częścią siebie. Odtwarzał wydarzenia z dnia, kiedy zakończył jego historię z Juvią. Było to okropne. Czuł wstyd i upokorzenie.
Kto zranił kogoś tak potwornie? Gray.
Kto uciekł jak tchórz przed osobą, której tak wiele zawdzięczał? Gray.
Kto był tak lekkomyślny i teraz wstydzi się swojego postępowania? Gray.
Deszcz obmywał jego twarz. Ubranie przesiąknęło wodą. Gray zapatrzony w niebo przypominał sobie po kolei ich wspólne chwile. Były momenty, gdy chciał powiedzieć jej o wszystkim, co łączyło go z Lyonem, o swoim dzieciństwie, problemach, codziennych przeżyciach i uczuciach. Czuł ogromną pustkę w środku i nie znał sposobu, aby ją czymś zapełnić. Twardziela zgrywał od zewnątrz, ale w środku był jak małe, bezbronne i zapłakane dziecko, które potrzebowało tylko trochę miłości.
„W ułamku sekundy znalazła się w jego ramionach. Jej ręce oplotły jego szyję. Z całej siły przytuliła się do niego, gdyż tak bardzo za nim tęskniła i sama nie wiedziała, czy to jakiś sen na jawie. Podniósł dłonie i oplótł nimi talię dziewczyny, chcąc poczuć jej bliskość. Głowę zanurzył w jej niebieskich włosach, które tak bardzo lubił. Zamknął powieki i odpłynął."
Uwielbiał to uczucie, gdy mógł się do niej przytulić i przysłuchiwać się biciu jej serca. Wtedy nie czuł się przygnębiony ani osamotniony. Jej obecność przy nim było jak cudowne lekarstwo. Pragnął, aby zawsze była jego przytulanką, energią na każdy trening i codzienną radością. Lubił zakładać na jej ucho kosmyk niebieskich włosów, co dzień widywać promienną twarz, na której zawsze pojawiał się uśmiech. Marzył, aby po raz kolejny położyć się na jej ramieniu i usłyszeć z ust dziewczyny jego imię. Mówiła je w tak cudowny sposób. Brzmiało jak kołysanka na dobranoc. Gdy pocałował ją, myślał, że się rozpływa. To była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek przeżył. Nie przyznałby tego oficjalnie, ale czuł mały niedosyt. Gray spędził z nią sporo czasu. Uważał, że każdy jej szczegół był czymś pięknym. Blade policzki, na których nieraz pojawiał się rumieniec, niebieskie oczy niczym morze, usta w kolorze czerwonej wiśni, drobne dłonie, który były idealne do tulenia. Uwielbiał w niej wszystko. Wręcz to kochał. Kochał ją.
„Cieszył się, że w przyszłości będzie mógł obronić siebie i tak jak to jego ojciec powiadał: "osobę, którą będziesz darzył wielkim uczuciem i będzie ona dla ciebie wszystkim". Nie rozumiał wtedy tych słów."
Zrozumiał. Po tak długim czasie w końcu pojął znaczenie tych słów. Osoba, którą darzył wielkim uczuciem i była dla niego wszystkim znajdowała się kilkanaście kilometrów stąd. W Zamku Mercurius. Teraz nie miał już żadnych wątpliwości. To Juvia była osobą, którą zawsze chciał mieć przy sobie i tylko dla siebie. To ona sprawiała, że z dnia na dzień kochał ją coraz bardziej, tylko że nie zdawał sobie z tego sprawy. To niebieskowłosa piękność zawróciła mu w głowie. To właśnie Juvia Loxar wkradła się do jego serca i nie zamierzała go opuścić. To ona trzymała w rękę pęk kluczy, a pośród nich odnalazła ten jeden właściwy, który pasował idealnie do serca samuraja. Kto by pomyślał, że czas, który spędzili razem tak bardzo ich zbliżył.
Gray podniósł się cały przemoczony z ziemi i spojrzał do góry. Pogoda się rozpogodziła. Już nie szalał wiatr ani deszcz nie padał ogromnymi ilościami wody. Wszedł do domu i przebrał się w jakieś suche ubrania. Opuścił mieszkanie i gdy miał zamiar udać się w podróż, usłyszał ciężki tupot kopyt. Spojrzał w tamtą stronę i zauważył nadjeżdżającą postać na koniu w kierunku jego chatki. Chwycił za katanę, ale jeszcze jej nie wyjmując. Po chwili rozpoznał tę białą czuprynę. Koń zatrzymał się blisko Graya, a Lyon niemal błyskawicznie zsiadł ze zwierzęcia. Podszedł bardzo pewnym krokiem do przyjaciela i chwycił go za koszulę.
— Jesteś z siebie dumny?! — krzyknął mu prosto w twarz.
Gray spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
— O co ci chodzi, Lyon? — próbował zachować się naturalnie.
— Przez ciebie moja siostra zwariowała! — pełen złości, mocniej zacisnął w pięści materiał koszuli. — Od kilku dni siedzi zamknięta w pokoju, nie je, nie pije! Unika wszystkich, a mnie szczególnie! Cały czas płacze i patrzy się tępo w okno! Ona umiera w oczach, a ty spokojnie sobie tu siedzisz!
Gray wytrzeszczył oczy, ale po chwili spuścił wzrok.
— A co według ciebie miałem zrobić?! — podniósł głos, a Lyon nieco się przestraszył. — Sam kazałeś mi się więcej do niej nie zbliżać i wyjechać! Dobrze wiedziałeś, że tak to się skończy!
— Może i wiedziałem, ale nie sądziłem, że przyjmie to tak boleśnie! — wytłumaczył się szybko.
Oboje odwrócili od siebie wzrok. Lyon puścił jego koszulę i usiadł nieopodal na dużym kamieniu. Westchnął głośno.
— Przepraszam Gray, ale ta cała sytuacja mnie przerasta — zakrył twarz dłońmi.
Fullbuster milczał.
— Przyjechałem tu tylko po to, aby nakłonić cię, abyś przyjechał do zamku, bo z Juvią jest coraz gorzej — Lyon błagalnie zerknął na Graya.
Czarnowłosy westchnął i odwrócił się twarzą do przyjaciela. Parsknął śmiechem i szeroko się uśmiechnął.
— Właściwie to nie musisz mnie prosić o to — przyznał, a Lyon zdziwił się.
— To świetnie! — zeskoczył z kamienia. — Pakuj się! Jedziemy! — klasnął w ręce i spojrzał na Graya, a potem przypomniał sobie jedną rzecz. — Zapomniałem, że ty nigdy nie pakujesz plecaka na wycieczkę — zażartował, przez co oberwał wodą w twarz.
— W drogę! — pogonił go Gray, a Lyon strzelił focha.
~*~
Juvia siedziała na parapecie już któryś dzień. Widok przed nią ukazywał bramę główną, przez którą przechodzili goście. Wśród wszystkich przechodzących tam ludzi szukała tej jedynej czarnowłosej postaci o mrocznych oczach i umięśnionej sylwetce. Oczy, które wydały tyle hektolitrów łez, stały się suche i czerwone. Blade policzki przybrały koloru białego. W niebieskich tętniących życiem oczach zgasły iskierki. Oparła czoło o szybę i tępo patrzyła w jeden punkt. W bramę główną. Zamknęła powieki i złożyła ręce do modlitwy.
— Boże, spraw, aby Gray powrócił — rzekła szeptem i kilka łez spadło na jej ręce.
Otworzyła oczy i przetarła je ręką. Z nadzieją spojrzała na drogę, która znajdowała się przed bramą. Obraz rozmazywał się, ale mimo tego próbowała wytężyć wzrok. Nagle zauważyła ogromną chmurę piachu. Rozszerzyła oczy i zakryła usta rękami. Zeskoczyła z parapetu, ledwo trzymając się na nogach. Podwinęła sukienkę, która całkowicie wyschła i przeszkadzała w biegu. Otworzyła drzwi od pokoju na oścież i nawet nie pofatygowała się, aby je zamknąć. Nie miała na sobie butów, tylko białe skarpetki. Musiała uważać, aby się nie poślizgnąć. Strażnicy i pokojówki w szoku patrzyli na dziewczę. Była bardzo blisko schodów, które prowadziły do wyjścia. Chwyciła za barierkę i odetchnęła głęboko. Postawiła stopę na pierwszym schodzie i stanęła, gdy usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Serce jej zamarło na moment, bo nie wiedziała, czy się jej to śni, czy po prostu się pomyliła. Przez próg przeszły dwie zakapturzone osoby. Juvia opanowała na chwilę oddech. Pierwsza z nich zamknęła za sobą drzwi i oparła się o ścianę. Druga zaś nie przestawała iść. W trakcie marszu postać zdjęła z siebie kaptur i zatrzymała się po kilku sekundach. Tajemnicza postać okazała się mężczyzną. Przeczesał włosy do tyłu. Podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko w stronę Juvii. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i po raz kolejny rozpłakała się. Zbiegła po schodach, a on szedł w pośpiechu w jej stronę. Juvia zeskoczyła z ostatnich dwóch schodków, a mężczyzna zdążył podbiec i złapał ją w powietrzu. Obrócił się kilka razy wokół własnej osi i mocno przytulił do siebie niebieskowłosą dziewczynę. Ona od razu oplotła go rękami i nogami, bo nie chciała, aby po raz kolejny jej uciekł. Oparła brodę o jego ramię i płakała. Tym razem ze szczęścia.
— Gray... — szepnęła i mocniej go objęła.
Fullbuster zanurzył głowę w jej niebieskich włosach i odetchnął z ulgą. Czuł, jak jego pustka w środku wypełnia się, a on sam odzyskuje siły. Rany i blizny na sercu goją się w nieprawdopodobnym tempie. Był pewien, że osoba, która go uszczęśliwia, znajduje się jego ramionach. Dziewczyna była jego szczęściem i blaskiem, bez którego on gasnął. To ona rozświetlała jego każdy dzień. Teraz mógł śmiało przyznać jedną rzecz. Kochał ją. Juvia rozluźniła uścisk i stanęła na nogach, patrząc na niego z dołu. Grymas pojawił się na jej twarzy, a Gray nie zrozumiał dlaczego. Obróciła się i stanęła na schodku. Okręciła się i uśmiechnęła szeroko. Gray nadal nie pojmował do czego zmierza. Chwyciła w ręce jego policzki i przyciągnęła w swoją stronę. W ten sposób złożyła pocałunek na jego ustach. Czuła, że samuraj się uśmiecha i przytula ją do siebie. Kilka minut trwali w pocałunku, a po chwili przerwał im Lyon, który zawzięcie im kibicował, klaskał w dłonie i wygwizdywał. Juvia speszyła się i jej twarz pokryła się różem. Oparła głowę o tors Graya i próbowała ukryć rumieńce. Czarnowłosy zaśmiał się z reakcji Juvii i pogłaskał ją po głowie.
— Jesteście tacy słodcy! — wyrzucił z siebie Lyon i otarł niewidzialną łzę z oka.
Podbiegł do dwójki zakochanych i rzucił się na nich, aby im pogratulować. Nastąpił ogromny przytulas, a Juvia dźgnęła palcem Lyon w brzuch. Brat jęknął z bólu i posłał siostrze pełne grozy spojrzenie. Ona zachichotała i skryła się za plecami Graya. Lyonowi zrzedła mina i wolał nie rywalizować z przyjacielem, gdyż było wiadomo, kto będzie zwycięzcą. Juvia wychyliła się zza pleców i wytknęła w kierunku Lyona język. Białowłosy zmarszczył brwi. Odwrócił się w przeciwną stronę, strzelając przy tym focha. Już drugi raz w tym dniu. Nagle usłyszał śmiech siostry. Z powrotem okręcił się i zauważył, że Gray porywa jego siostrę, niosąc ją na tzw. barana.
— Gray! — krzyknął i pobiegł za nim. — Oddawaj mi siostrę!
— Nie ma mowy! — odkrzyknął i stanął przed wyjściem. — Bywaj, przyjacielu! — pomachał mu na pożegnanie i zniknął, trzaskając przy tym drzwiami.
Lyon usiadł na podłodze i tępo patrzył w drzwi. Pociągnął nosem i zaczął bawić się palcami.
— Nie chcę być sam — rzekł do siebie.
Juvia była jedyną bliską mu osobą. Zawsze stała na pierwszym miejscu i nikt nie mógł zepchnąć ją z tego podium. Poczuł, jak ktoś mierzwi mu włosy, a następnie siada tuż przy nim.
— Nie jestem w nastroju, Angelico — westchnął.
— Nie cieszysz się? — zapytała, patrząc mu w oczy. — Twoja siostra znalazła miłość swojego życia. Nie tak miało być?
— Nie pieprz bzdur — syknął, a po chwili się opamiętał. — Nie o to chodzi. Ciesze się, że w końcu jest z kimś, kogo kocha, ale co ze mną? Ja bez niej nie mam po co żyć.
— A czemu ty nie szukasz? — spytała, a on posłał jej zdziwione spojrzenie. — Nie pragniesz miłości?
— Bo na nią nie zasługuję — schował głowę między kolana i zamknął oczy.
— Każdy zasługuje. Jak widzisz, Juvia trafiła na Graya przypadkiem i co z tego wyszło? — poklepała go po ramieniu i wstała. — Gdzieś po świecie chodzi osoba, która w ręce trzyma klucz. — Podała rękę Lyonowi, a od dzięki jej pomocy podniósł się z podłogi. — Klucz, który otwiera jedno miejsce, a mianowicie to — wskazała palcem na serce Lyona. — Chcesz, aby cały czas było ono zamknięte? — pokręcił głową. — Właśnie. Więc dlaczego siedzisz z założonymi rękami? Ruszaj w drogę! — uśmiechnęła się, a on odwzajemnił uśmiech.
— Dziękuję — cmoknął blondynkę w policzek. — Zrobię tak, jak mówisz.
— Szerokiej drogi! — krzyknęła mu na pożegnanie.
Podziękował jej machnięciem dłoni i wyszedł z zamku. Odetchnął świeżym powietrzem i poprosił jednego ze strażników o konia. Gdy jego prośba została spełniona, wsiadł na zwierzę i odjechał. Nie wiedział, gdzie właściwie ma się udać. Przystanął w jakieś obcej wiosce i wszedł do pewnej kawiarenki. Głód ściskał go od środka, więc musiał się czymś posilić. Usiadł przy najbliższym stoliku i po chwili podeszła do niego młoda kobieta. Była blondynką. Lyon uśmiechnął się, bo miał szczęście do blondynek. Kobieta wyjęła notes i zapisała w nim zamówienie złożone przez klienta. Po chwili zza lady wychyliła się różowa czupryna, a potem znów zniknęła. Lyon stwierdził, że chyba ktoś go śledzi. Po niedługim upływie czasu osoba o śmiesznym ubarwieniu włosów przysiadła się do jego stolika. Patrzyła prosto mu w oczy, a Lyon ze znużeniem pił czarną kawę.
— Jest to dla mnie bardzo ważne — zaczął chłopak, a białowłosy przyglądał mu się. — Jak masz na imię?
— Lyon — odpowiedział. — Lyon Loxar.
— Boże Święty! — zawołał z zachwytu. — Czyżbyś był bratem niejakiej Juvii Loxar?!
— Nie wiedziałem, że moja siostra jest sławna — zaśmiał się.
— Jesteś tu bardzo mile widziany! — rzekł radośnie. — A gdzie zgubiłeś swą siostrzyczkę? — zaczął rozglądać się po lokalu.
— Wyjechała z ukochanym — odrzekł smętnie.
— Z kim?! — różowowłosy złapał się za głowę.
— Z moim przyjacielem, Grayem.
Chłopak odżył i spojrzał pełen zdziwienia na Lyona.
— Masz na myśli Graya? — białowłosy kiwnął głową. — A—a—ale, że tego Graya?
— Graya Fullbustra.
Mężczyzna o śmiesznym kolorze włosów klasnął w dłonie i ze szczęścia zaczął kiwać się na boki.
— Wiedziałem, że im się uda — powiedział dumnie. — Powiedz mi, Lyon, czy nie chciałbyś nam pomóc w kawiarni? Mamy masę klientów i sami nie daje rady... — zrzekł się i zaczął sztucznie płakać.
— Nie ma problemu.
I tak Lyon Loxar rozpoczął pracę w kawiarni. Po niecałym tygodniu stał się ulubionym kelnerem wśród dziewcząt. Swoją urodą i słodkimi komplementami potrafił skraść serce każdej płci pięknej. Na początku twierdził, że się nie nadaje do roli kelnera, a teraz nie umie przestać pracować. Ludzie, którzy tu wykonywali robotę, byli bardzo mili i życzliwi. Lyon od razu się z nimi zaprzyjaźnił i traktuje ich teraz jako rodzinę. Wciąż pamiętał o słowach Angelicy. Mimo że każdego dnia zbliżał się do osób, jakoś żadna nie wpadła mu w oko. Nie poddawał się. Wierzył, że gdzieś odnajdzie tę dziewczynę, która zawróci mu w głowie. A czy nie powinien tak jak Gray stać się samurajem i odnaleźć miłość swojego życia przez przypadek? Nie, nie mógł kopiować czyjejś historii. Kilka dziewczyn zaślepionych jego urokiem wpadały mu w ramiona, ale on nie był do nich przekonany. Wciąż szukał. Pewnego dnia zatrudniono nową kelnerkę. Lyon sądził, że była wyjątkowa, bo posiadała identyczny kolor włosów, co on. Szybko nawiązali ze sobą kontakt i tak jak przypuszczał, związał się z nią na resztę życia.
A ty?
Otworzyłeś dla innych swe serce i stworzyłeś z nimi wyjątkową historię?
Komentarze
Prześlij komentarz