Rozdział 23 - Dziękuję ci, że byłaś



Siedziała, obejmując kolana i przyciskając je do klatki piersiowej. Włosy opadały na każdą stronę, które od kilku dni nie spotkały się z grzebieniem. Niebieska sukienka w niektórych miejscach wciąż była mokra od słonych łez. Przesiadywała w swoim pokoju, nic nie jedząc, tylko czasem wypiła kilka kropel wody. To nie tak, że ją głodzono. Ona sama wyrzucała posiłki do kosza i zostawiała na stoliku pustą szklankę wody. Pokojówki nie szperały po jej rzeczach, więc nie wiedziały, że dziewczyna po prostu się głodziła. Sama doprowadzała się do coraz gorszego stanu. Nie spała, nie jadła, a nawet przestała się odzywać. Ignorowała wszystkich na około. Najbardziej jednak unikała brata. Powiedział jej wstrząsającą prawdę.

Po pierwsze: Lyon od kilku lat przyjaźnił się z Grayem i tworzyli niepokonani zespół. Brat Juvii opowiedział mu o wiosce, w której mieszka i jakimś trafem Gray odkrył, że ludzie, którzy tam żyli byli świadkami i sprawcami śmierci jego ojca. W akcie zemsty wybił tę całą cywilizację. Powiadomił szybciej o tym Lyona, ale on niezbyt był z tego zadowolony i zakazał mu wkroczyć do wioski. Jednak chęć zemsty Graya wzrastała z dnia na dzień, a białowłosy nie mógł już go powstrzymać. Lyon oznajmił mu, że jeżeli tknie jego najdroższą siostrę, to może zapomnieć o wspólnych misjach i oczywiście sam się z nim rozprawi. Grayowi nawet nie zależało na jego siostrze, bo urodziła się kilka lat po nim i nie miała świadomości o istnieniu jego ojca. Mimo tego dostał pozwolenie, aby móc ją wyćwiczyć na wojownika, czyli tak zwanego samuraja. Zawarli układ. Gray przejmie jego siostrę, a Lyon w tym samym czasie zbierze zlecenia na zabicie podejrzanych ludzi w kraju. Lyon tej samej nocy, gdy Gray mordował ludzi, znalazł pewną dorywczą pracę. Polegała na tym, aby informować przejeżdżających osobników o tym, że niedaleko znajduje się miejsce, w którym ginie kilka tysięcy wojowników rocznie. Banalnie prosta praca. Było to na jego korzyść, gdyż niektórzy nie chcieli zdradzać osób, które stanowiły zagrożenie w mieście i bardzo często Lyon musiał ich przekupywać.
Po drugie: Gdy w końcu Lyon otrzymał interesującą wiadomość o tym, że niejaki Edward, znany też jako przyszły narzeczony księżniczki Levy, dokonał kilka rzeczy, o które spokojnie można byłoby go posądzić. Lyon pewnej nocy wymknął się z pracy i poinformował o tym Graya, gdy dotarł do jego domu. Zaplanowali całą akcję, tylko Gray musiał pierw dojechać do Zamku Mercurius. Gdy oboje spotkali się na wyznaczonym miejscu, rozpoczęli misję. Jak zawsze zakończyła powodzeniem. Skoro skończyli wyznaczone im zadanie, oznacza to też, że ich układ dobiegł końca. Czyli, że Juvia musiała zamknąć rozdział, w którym Gray grał główną rolę. Lyon zgodnie z umową ponownie wziął pod swoje skrzydła siostrę, a Gray nie miał nic lepszego do roboty niż udać się z powrotem do swojego drewnianego domku w lesie na odludziu.

Juvia nie pojęcia, że tak wiele rzeczy łączyło Graya i Lyona. Brat nigdy nie opowiadał jej o swoich przyjaciołach ani o pracy. Zachowywał wszystko w sekrecie. Bał się reakcji siostry, gdyby dowiedziała się, że on pracuje jako morderca, a jego jedynym przyjacielem jest samuraj, który był poszukiwany. Nie było innej opcji niż kryć wszystko i udawać dobrą osobę, którą był tylko na zewnątrz. Nie chciał, by jego siostra cierpiała i miała wyrzuty sumienia z tego powodu, iż Lyon musiał ciężko pracować (aby ich utrzymać) w tak niebezpiecznej pracy. Gdyby się dowiedziała, zapewne zaczęłaby pracować, nie zważając na słowa brata. Najchętniej Juvia podziękowała Grayowi za to, że pozwolił Lyonowi brać udział w misjach. Wynagrodzenie było na tyle wysokie, że spokojnie starczało na dwójkę rodzeństwa. Tylko że Juvia już nie mogła. Nie wiedziała, w jaki sposób podziękować Grayowi, gdy był już kilkanaście kilometrów stąd. Gdyby znała prawdę o tym wszystkim o wiele szybciej, na pewno nie zapomniałaby o podziękowaniu. Teraz było to nierealne.

Dziewczyna po raz setny przetarła zapłakane oczy. Jej myśli były porozrzucane i nie dało się utworzyć nich coś sensownego. Najbardziej ciekawiło Juvię, dlaczego ją opuścił. Co prawda układ dobiegł końca, ale nie posiadali na razie żadnych zleceń. Czy życie w drewnianej chatce na odludziu było lepsze niż spędzeniu czasu z uczennicą? A może wolał poświęcić czas na ważniejsze rzeczy? Nie był osobą aspołeczną. Wyglądał bardziej na osobę taką, która potrzebuje kogoś bliskości. Juvia zdążyła się z nim zżyć i to nawet mocno. Nawet nie umiała powiedzieć jak bardzo jej brakuje Graya obecności, dotyku czy chociażby zwykłego uśmiechu. Każda chwila spędzona z nim oznaczała jakąś niezapomnianą przygodę. Juvia nauczyła się od niego tylu ciekawych rzeczy, np.: umiała się obronić przed kimś, czyli tzw. samoobrona, władanie mieczem czy kataną nie sprawiało dziewczynie żadnych trudności lub walka wręcz była jej specjalnością. Zawdzięczała mu wiele.

Podniosła głowę i spojrzała na okno.

„Ustawiła się w pozycji, którą pokazał jej wcześniej Sensei. Skierowała katanę trochę w dół, ponieważ uważała, iż jest za wysoko.

— Gdybyś nie zginała nóg to byłoby dobrze — zwrócił jej uwagę.

— To jest trudne — powiedziała bezinteresownie.

— Skoro postawa jest trudna, to aż szkoda myśleć co będzie technikami i obroną — załamał się.

— Ale nie jest tak źle, Sensei? — zapytała z iskierką nadziei.

Uśmiechnął się i powiedział szczerze:

— Jest beznadziejnie!

Juvia prychnęła i odwróciła głowę w drugą stronę.

— Jeszcze kilka dni potrenujesz, to zobaczysz jakie to proste — upewnił ją."

Zawsze w nią wierzył. Nigdy nie zwątpił. Chociaż zdarzały się momenty, gdy chciał rzucić obowiązek wyszkolenia Juvii, ale wtedy go zaskakiwała. Gray był kimś w rodzaju anioła. Brakowało mu skrzydeł i złotej aureoli nad głową. Był opiekunem Juvii. Zawsze bronił ją przed złem i stał przy niej, gdy brakowało jej odwagi. Graya postawa była waleczna, co oznaczało, że musiał być aniołem walki. Chociaż w niektórych sytuacjach stawał się delikatny jak piórko i otwarty na wszystkie rany, jakby chciał, aby coś przebiło jego serce, które było twarde jak kamień. Pozostawał czasem niezruszony i obojętny. Jednak gdy na jego drodze stawali wrogie, nie istniała siła, która mogłaby go powstrzymać. Juvia podniosła obolałe ciało i usiadła na parapecie. Oparła głowę o szybę i śledziła, jak krople wody spływają po szkle. Podobnie jak słona woda spływała po Juvii policzkach.

„Przed oczami ujrzała jedynie biały przebłysk i czarne plamki. Zachwiała się na nogach, a katana wypadła jej z rąk, raniąc ją od ramienia do dłoni. Ostrze przebiło się przez skórę, pozostawiając długą i krwawą linię. Sensei za późno zorientował się, że jego uczennica poczuła się gorzej i niestety nie zdążył oddalić broni od dziewczyny na bezpieczną odległość. Zranił ją w blady policzek."

„Był o milimetr z zetknięciem się z lustrem, ale przeraźliwy krzyk Juvii go powstrzymał. Jeden z trupów zaciął ją w nadgarstek i rana krwawiła niewyobrażalną ilością krwi."

Obiecał, że nigdy jej nie zrani i zawsze będzie ją chronić. Obiecał. Juvii serce na nowo zaczęło krwawić. Naprawdę chciała przeżyć jeszcze raz z nim wszystkie te chwile. Łzy płynęły po jej śnieżnobiałych policzkach. Oczy, które prosiły, a nawet błagały o kilka minut snu, były totalnie czerwone. Pogoda panująca na dworze jeszcze bardziej dołowała humor dziewczyny. Kilka dni spędzonych w czterech ścianach było nieco uciążliwe dla Juvii. Jednak nie miała zamiaru nikomu się pokazywać w tak opłakanym stanie. Pewnie ludzie zaczęli ją wypytywać o różne rzeczy, a ona nawet nie miała ochoty, aby odpowiedzieć zwyczajne i kulturalne „dzień dobry". Równie dobrze mogła rzucić wszystko, wsiąść na konia i wyjechać z tego miasta. Ale problem w tym, że Juvia nie pamiętała drogi.

„— Powiedz to jeszcze raz.

— Co takiego?

— Moje imię."

Gray Fullbuster. Osoba o tajemniczym charakterze, która nie rozpowiada o swojej przyszłość. Czarnowłosy, wysoki, umięśniony przyjaciel Juvii i Lyona. Nie miał szczęśliwego dzieciństwa ze względu na śmierć matki i surowe wychowanie ojca. Człowiek o śmiertelnie czarnych oczach, które kryły tak wiele tajemnic. Ktoś, kto nie potrafił wykrzesać z siebie radości, do puki nie poznał uśmiechniętej niebieskowłosej dziewczyny. Zawróciła w jego głowie. Próbował być nie ugięty, ale przyciągała go zdwojoną siłą i ewaluowała radością.

Juvia rozpłakała się na nowo, a pogoda pogorszyła się i nastała burza.

„— Dziękuję ci, że byłaś."

Komentarze