Rozdział 20 - Miłość jest jak woda
Miała znaleźć dowód, aby wyciągnąć Graya z więzienia (i przy okazji jej brata), a to zadanie nie należało do najłatwiejszych, bo Juvia nie miała bladego pojęcia jak to zrobić.
Tego samego dnia, gdy zdenerwowana opuściła pokój księżniczki Levy, rozłożyła się na swym łóżku i z zeszytem w ręce zapisywała pomysły na odnalezienie dowodu niewinności przyjaciela. Levy powiedziała, że Lyon od początku niczym nie zawinił, dlatego jest wolny, ale dopóki Juvia nie spełni oczekiwania księżniczki, jej brat będzie zamknięty w celi.
Juvia właśnie dlatego nie zaśmiecała sobie głowy sprawami brata. Teraz liczył się Gray i oczywiście czas.
Przesiadywała w bibliotece, bo uważała, że postąpi tak samo, jak z odnalezieniem brudów z życia księcia Edwarda. Tylko że w bibliotece było o wiele więcej ksiąg na temat Graya Fullbustra niż księcia Edwarda. To było dla Juvii naprawdę zaskakujące j jednocześnie dziwne. Położyła całą stertę książek na stole i zaczęła czytać. Pierwsze strony zawierały bardzo szczegółowe opisy Graya, zainteresowania, ilość zabitych ludzi i jak mieli na imię oraz jakieś mniej ważniejsze sprawy takie jak opinie na jego temat.
Dziewczyna bardzo się denerwowała, bo nie miała pojęcia, co da jej zapoznanie się opinią ludzi na temat poszukiwanego. Nie przeczytała nawet trzydziestu stron, gdyż była potwornie zmęczona dzisiejszym dniem. Jednak od rana wznowiła czytanie.
~*~
— Levy! — zawołał Gajeel pewnego ranka.
— Co się stało? — zapytała uroczo.
— Mogliśmy porozmawiać? — uśmiechnął się.
— Chętnie — odwzajemniła uśmiech.
Poszli więc zatem do ogrodu, gdyż pogoda była wręcz rewelacyjna. Przechadzali się kamienną dróżką i panowała między nimi miła atmosfera. Gajeel był nieco spięty, ale mimo tego wyglądał na opanowanego. Westchnął i spojrzał na swoją kochaną przyjaciółkę.
— Pięknie wyglądasz — skompletował.
— Dziękuję — zarumieniła się lekko.
Szli powolnym krokiem. Bez pośpiechu. Wsłuchiwali się w śpiew ptaków i szumu drzew. Ta cisza między nimi nie była krępująca tylko taka uspokajająca. Od czasu do czasu spoglądali na siebie, czule się uśmiechając. Gdy dotarli do końca dróżki, przed nimi stała ogromną fontanna, a obok niej dookoła cztery ławki. Gajeel podszedł do fontanny i zanurzył rękę w lodowej wodzie.
— Miłość jest jak woda — rzekł płynnie. — Wytrzymasz bez niej jakiś czas, ale długo bez niej nie pożyjesz.
Księżniczka zastanawiała się nad tymi słowami, chcąc zrozumieć ich sens. Powtórzyła sobie w głowie kilka razy wypowiedź przyjaciela i dokładnie przeanalizowała. Spojrzała nieco zaskoczona na Gajeela.
— Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytała lekko zmieszana.
Odwrócił się do niej i uśmiechnął szczerze. Podszedł bliżej, przez co Levy poczuła nagłe zarządzanie przestrzeni osobistej, ale Gajeel nie zamierzał się cofnąć. Uniósł swą dłoń i delikatnie złapał na podbródek Levy. Patrzał jej głęboko w oczy tak jakby chciał ją prześwietlić lub przeszyć na wylot. Nogi się pod nią ugięły, a ciało zaczęło niemiłosiernie trząść. Gajeel zamrugał kilka razy oczami, nie odrywając wzroku od dziewczyny ani na chwilę. W końcu po kilku dobrych minutach jego usta wypowiedziały następujące słowa:
— Kocham cię, księżniczko.
Levy zemdlała.
~*~
Juvia od samego wschodu słońca przesiadywała w bibliotece. Musiała jak najszybciej przeczytać stertę ksiąg, zanim upłynie wyznaczony termin. Minęły już dwa dni, a Juvia była tak zdenerwowana, że nie uda jej się spełnić warunku księżniczki, że pewnego dnia niemal pobiła jednego ze strażników, stłukła masę szklanek i talerzy, nabałaganiła w pokojach, czasem zdarzyło jej się przekląć, a nawet i obrazić przyjaciółkę. Była do wszystkiego zdolna. Została skłócona z Levy o uwolnienie Graya i Lyona. Gdy tylko napotkały się na drodze, teatralnie odwracały głowę w drugą stronę i robiąc krzywą minę. Nie obchodziło Juvii nawet czy w końcu Levy zaręczyła się na nowo, czy też nie. Miała wszystkiego dość i gdy czytała księgę, nie mogła się wprost skupić, bo pożerał ją stres. Dlatego musiała jedną kartkę czytać po kilka razy. Tak właśnie minęło razem sześć dni.
Ostatniego dnia Juvia w bibliotece płakała z bezsilności, ale mimo to czytała końcówkę ostatniej z ksiąg. Dowiedziała się tyle o przyjacielu, że mogłaby opowiedzieć o nim na ocenę. Ale po co? Musiała znaleźć tylko dowód, a nie go opisywać. Mokre od łez kartki przewracała jedną za drugą.
Mimo tych sześciu dni brakowało jej obecności Graya. Gdy szła gdzieś sama, czuła się zagrożona i, że nie będzie umiała się obronić. Z nim było inaczej. Podczas walk jakby odradzała się w niej siła, a katana w rękach była lekka. Chyba nigdy nie czuła takiego bezpieczeństwa, nie licząc jej brata.
Otarła ręką łzy i spojrzała na zegar wiszący na jednej ze ścian. Dochodziła godzina dwudziesta. Na nowo w jej oczach zebrała się słona ciecz. Zasłoniła rękami zapłakaną twarz i wyobrażała sobie jej marny koniec i złość Lyona, za to, że uśmierciła mu towarzysza. Gdzieś w głowie przemknęła jej śmierć Graya. Widziała, jak jeden z strażników bierze ostre na narzędzie i... nie! Pokręciła kilka razy głową. Nie mogła na to pozwolić! Wzięła się w garść i dokończyła czytać ostatnią stronę. Jednak nadal nie miała dowodu. Wyczerpana położyła głowę na stole i rozmyślała. Nagle ktoś otworzył okno w bibliotece. Juvia podniosła się i zauważyła, jak kartki w księdze zaczęły się cofać na początek. Dziewczyna przybliżyła książkę do siebie i zorientowała się, że kartki zatrzymały się na imionach zabitych ludzi przez Graya. Zmarszczyła brwi i podparła rękę o brodę. Kilka minut wgapiała się bardzo skoncentrowana, a po chwili rozszerzyła oczy i otwarła usta.
— Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?! — krzyknęła głośno, energicznie wstając z krzesła.
Pomysł polegał na tym, aby odszukać książki z życiorysem pewnej zabitej osoby przez Graya. Przecież nie zostałaby zabita bez powodu, prawda? Juvia wręcz biegała w te i wewte, aby znaleźć kogoś z listy ofiar. Przez cały czas uśmiechała się. Wiedziała, że jej się uda. Łzy nie grały tu roli. Juvia teraz ścigała się z czasem.
~*~
Gajeel, po wyznaniu swoich uczuć do księżniczki, siedział nad jej łóżkiem i czekał, aż się obudzi. To śmieszne, że przyszło tu aż pięciu lekarzy, aby sprawdzić, co ze zdrowiem Levy. To tylko zemdlenie. Od tego się nie umiera! Chłopak mimo tego czuł się winny. Chyba za bardzo się pośpieszył, ale przecież nie chciał tego kryć całe życie!
Levy otworzyła oczy. Gajeel uśmiechnął się szeroko, a księżniczka, gdy tylko go zobaczyła, spaliła buraka i zasłoniła się pierzyną po uszy.
— Levy, błagam, nie ignoruj mnie! — zawył cicho.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko nadal chowała się pod puchatą warstwą kołdry.
— Levy! — rozpaczał.
Nie chciał, aby przez niego też cierpiała. Tego by nie zniósł.
— Levy, ja cię kocham!
Dziewczyna odsłoniła prawe oko, aby móc spojrzeć na przyjaciela. Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.
— Kłamiesz — rzekła szeptem.
Tej odpowiedzi Gajeel by się w życiu nie spodziewał. Lekko się zdenerwował.
— Gdybym cię nie kochał to nie było mnie tu! Gdybym cię nie kochał nie powiedziałbym ci tego, nie siedziałbym tu od godziny, aż się wybudzisz i nie martwił się o ciebie! — złapał oddech. — Czy to tak trudno zrozumieć?
Levy nie dawała żadnych znaków życia, a po kilku minutach, gdy Gajeel był już całkowicie załamany, to księżniczka jak strzała wyskoczyła z łóżka i z całych sił przytuliła się do przyjaciela. Gajeel nie byłby sobą, gdyby nie przytulił Levy. Niebieskowłosa rozpłakała się, a Gajeel zabijał się w myślach, że to przez niego wylewa łzy.
— P—p—przepraszam, Gajeel — wychlipała.
— Nic się nie stało — pogładził ją po plecach.
Tkwili w uścisku chyba przez całe wieki.
~*~
Juvia prawie przewróciła się przez schody, dywan, a nawet o własne nogi, bo biegła ile sił, by dostarczyć dowód niewinności Graya. Nie mogła się doczekać, gdy w końcu go zobaczy. Dochodziła prawie północ, a dokładnie za pięć minut. To właśnie za pięć minut Gray będzie wolny! No i jej brat też. Albo zabity.
Jak torpeda otworzyła drzwi do pokoju i o mały włos nie rozsypały się jej kartki.
— Levy wcho— przerwała, gdy zauważyła Gajeela i Levy w pięknej przytulającej pozycji.
Natychmiast się od siebie oderwali, a Juvia zaśmiała się.
— Co się stało? — zapytała dość nerwowo księżniczka, gdyż jej cudowna chwila została przerwana.
— Mam dowód! — krzyknęła pełna radości.
— Więc pokaż, co masz na jego obronę — odebrała kartki od przyjaciółki i przyjrzała się im dokładnie, marszcząc przy tym brwi.
Levy każdą kartkę skanowała bardzo powoli i z wielką precyzją. Minę miała poważną, przez co Juvia bała się ogromnie. Serce waliło jej jak szalone, a nogi ugięły się pod nią. Nerwowo zakręcała na palcu kosmyk włosów. Księżniczka przejrzała ostatnią kartkę i położyła je na stoliku. Zszyła je razem i odłożyła na bok. Wyciągnęła dwie porwane połówki listu gończego Graya i odwróciła się do przyjaciół plecami. Juvia czuła jakby zakończył się jej żywot i odlatuje w zaświaty. Usłyszeła trzaśnięcie szuflady i obudziła się na nowo. Juvia rozszerzyła oczy. Levy zszyła igłą oraz nicią dwie połówki i podała je przyjaciółce. Nagle wybiła północ i do pokoju zebrało się około dziesięciu strażników. Levy wystąpiła, a Juvię oblał strach.
— Strażnicy! — powiedziała donośnym głosem. — Nakazuję dokonać likwidacji wszystkich listów gończych, którym był oskarżonym Gray Fullbuster i wycofać drukowania ich na całym świecie!
— Tak jest! — wyszli w pośpiechu.
Juvia oblała się łzami i przytuliła Levy.
— Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy, Levy! — krzyknęła, wypłakując się w ramie przyjaciółki.
Obie kilka minut stały w uścisku, a potem Levy podarowała jej stary zardzewiały klucz.
— Cela numer dziewięć — rzekła, a Juvia wybiegła z pokoju z uśmiechem na ustach.
Przyłożyła klucz do klatki piersiowej i modliła się, aby znalazła tam się jak najszybciej.
Komentarze
Prześlij komentarz