Rozdział 18 - Urocze imię
— Nie.
Strażnik spojrzał na nią srogo. Chciał mieć pewność, że nie kłamie. Jednak Juvia była tak rozkojarzona, że nie zwracała uwagi na nic innego prócz zdjęcia na papierze i imię poszukiwanego.
Strażnik westchnął.
— Jest pani pewna? — zapytał podchwytliwe.
— Nie znam ich — przerzuciła wzrok na drugą kartkę. — Nie słyszałam o kimś takim.
— Rozumiem — wstał i zebrał swoje rzeczy. — Jesteś wolna, możesz iść.
Juvia jeszcze chwilę wpatrywała się w kartki, a żołnierz zauważywszy to, pozwolił jej zabrać kopię zdjęć poszukiwanych i gdyby przypomniała sobie kim są, to od razu ma go poinformować.
Niebieskowłosa wybiegła z komisariatu i pobiegła do swojego pokoju. Po drodze wpadła na kilku strażników, ale zapomniała nawet przeprosić. Gdy w końcu dotarła do pokoju, zamknęła za sobą drzwi z hukiem i osunęła się po nich, po czym upadła lekko na ziemię. Drżącymi rękami uniosła odrobinę wyżej kartki i rozpłakała się jak dziecko. Krople słonej cieczy spływały po zaróżowionych policzkach, a następnie wsiąkały w papier. Otarła lekko łzy, aby móc po raz setny przyjrzeć się zdjęciu nie jakiego Graya. Na każdy widok czarnowłosej postaci, płakała coraz bardziej.
— Gray Fullbuster — rzekła szeptem. — Gdzieś już to kiedyś słyszałam.
Zamyśliła się na moment, a potem przypomniała sobie, kiedy razem z Senseiem byli w kawiarence Fairy Tail i na płocie wisiała informacja o poszukiwanych osobach. Jedna z nich najbardziej przykuła jej uwagę. Właśnie o nim.
Dlaczego jej nie powiedział?
Dlaczego się wahał?
Dlaczego to krył?
Możliwe, że bał się, iż Juvia dowie się prawdy i odejdzie. Prędzej czy później i tak poznałaby prawdę. Jednak wciąż nie rozumiała jednego. Dlaczego wciąż ją oszukiwał? Czy miał zamiar w ogóle jej to kiedyś powiedzieć? Czy jego imię było tak wielkim sekretem, że trzeba było go trzymać w tajemnicy? Czy może prawda o byciu poszukiwanym bolała go najbardziej?
Juvia sama nie wiedziała, co ma myśleć. Zrozumieć czy znienawidzić? Zaufać czy zignorować? Nawet gdyby chciała go znienawidzić i zignorować to nie dałaby rady. Za bardzo go lubiła. Prawdę mówiąc to już nie jest jej Sensei. Teraz to Gray Fullbuster.
Dlaczego się o nią troszczył? Przecież taki samuraj i morderca nie powinien mieć litości.
Dlaczego ją trenował? Przecież zawsze walczył w pojedynkę.
Dlaczego się o nią martwił? Przecież miał serce z kamienia.
Mimo to jego serce nie było takie, jak mówili inni. Zimne, kamienne bez uczuć.
Ono czuło. Ono biło. Ono było ciepłe. Jednak nie dla każdego mógł się otworzyć. Nie dla każdego poświęcał życie. Taki już był. Mimo jego porażki nie poddawał się. Nie teraz, gdy żyje. Można rzec, że ktoś nadał mu pewien sens. Wśród wszystkich ścieżek znalazł tą właściwą i wystarczyłoby nią podążać, ale nie wiedzie ona prosto, bez żadnych niebezpieczeństw. Ścieżka jest kręta i wyboista. Gray wpadł w przeszkodę. Jednak nie zamierza przestać iść naprzód.
Nie wiedziała ile płakała, ile łez opuściło jej oczy, jak długo zamknięta była w pokoju. Odetchnęła głęboko i przetarła czerwone oczy. Nie było czasu na smutki i żale. Podniosła się zwinnie z podłogi i pewnym krokiem podeszła do okna. Otworzyła je na oścież. Uderzył w nią świeży powiew powietrza. Przymknęła lekko oczy i z nowym nastawieniem otworzyła je powoli. Uśmiechnęła się i zamknęła okno. Wyszła z pokoju i pobiegła do pewnej bliskiej jej osoby. Miała z nią dużo spraw do obgadania.
Jednak coś nie pozwalało jej myśleć. W jej głowie utkwiło imię, które wciąż powtarza. Brzmiało ono Gray. Uważała, że to urocze imię.
~*~
— Wtedy myślałem, że zapadnę się pod ziemię — westchnął Lyon i uśmiechnął się lekko.
— Wtedy? — nie zrozumiał Gray.
— Gdy zobaczyłem Juvię w czasie walki — rzekł. — Myślałem, że mnie w tej chwili znienawidziła.
— To nieprawda — przyznał Fullbuster.
— Co masz na myśli? — spojrzał na niego pytająco.
— Nie nienawidzi cię — przechylił głowę w jego stronę. — Cały czas mi o tobie opowiadała, a na twoją prośbę nie powiedziałem jej nic, co by mogło wskazywać gdzie jesteś i co robisz. Przy moim pierwszym spotkaniu z Juvią powiadomiłem ją tylko, że żyjesz, aby nie zamartwiła się na śmierć.
— I zrobiłeś to wszytko dla mnie? — zapytał romantycznie i zamrugał kilka razy oczami.
— Nie dla ciebie tylko dla Juvii.
Lyon zrobił obrażoną minę, a Gray załamał się. Zastanawiał się, dlaczego jeszcze się z nim przyjaźni?
— Wymyśliłeś jak się stąd wyrwać, partnerze? — zagadnął Fullbuster.
Przyjaciel miał zamiar odpowiedzieć, gdy nagle drzwi do więzienia się otwarły. Osoba miała kaptur na głowie i brązowy płaszcz do ziemi. Z nakrycia wypadały blond kosmyki włosów. Była to dziewczyna. Weszła do pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Gray obserwował ją bacznie i zauważył, że przyniosła im pożywienie. Dziewczyna uklękła i blisko rąk Fullbustra położyła kubek z wodą i kromkę chleba. Podeszła do Lyona. Jednak tam zatrzymała się dłużej i uniosła głowę, aby móc na niego spojrzeć. Wpatrywali się w siebie, gdy nagle Lyon użył swojego uwodzącego uśmiechu, którym zwykle podrywał dziewczyny. Blondynka spaliła się ze wstydu i wybiegła z pokoju, ale wcześniej zostawiając dla Lyona jedzenie. Chłopak ze zwycięskim uśmieszkiem przeniósł wzrok na Graya. Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
— Chyba wiem jak nas stąd wyrwać, Gray — rzekł Lyon, wymachując dwoma kromkami chleba.
Dopiero teraz czarnowłosy zdał sobie sprawę, że ten idiota przez swój urok osobisty dostał dodatkową porcję jedzenia.
~*~
— Levy! Błagam, otwórz! — nalegała, któryś raz z kolei Juvia.
— Nie! Odejdź, proszę — wychlipała Levy, tłumiąc płacz.
— Bo wejdę siłą! — pogroziła, chociaż nie miała ochoty roztrzaskiwać drzwi.
Nie usłyszała nic prócz płaczu. Ona sama była w krytycznym stanie, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Westchnęła i ostatni raz sprawdziła, czy drzwi są zamknięte. Dziwnym cudem były otwarte. Czyżby Levy się przełamała? Juvia pośpiesznie weszła do pokoju i zobaczyła przyjaciółkę w tak opłakanym stanie, że sama ledwo wstrzymywała łzy. Zamknęła za sobą drzwi i podeszła do łóżka, na którym Levy płakała. Przytuliła ją do siebie i tym razem Levy próbowała udawać twardą osobę, jednak utrata jej ukochanego bardzo ją zabolała. Juvia jeszcze o tym nie wiedziała.
— Co się stało Levy, że tak cierpisz? — zapytała Juvia z żalem w głosie.
Księżniczka wytarła łzy o jedwabną chusteczkę i spojrzała na przyjaciółkę.
— Juv—via! — rzekła niezrozumiale.
— Tak?
— Edward... — spuściła głowę, a słona ciecz moczyła sukienkę.
— Co z nim? — Juvia nie miała pojęcia, co miała zrobić.
— O—on... — przerwała i wyrzuciła z siebie wszystko, co zatruwało jej duszę. — On nie żyje!
Levy wtuliła się z całych sił w zdziwioną Juvię. Przyjaciółka przytuliła ją bardziej do siebie i gładziła ręką po plecach.
— Ale jak to się stało? — Juvia wciąż była w szoku.
— Popełnił samobójstwo.
Juvia pół dnia spędziła u Levy i próbowała ją uspokoić. Zmienił ją Gajeel, który stał się dla księżniczki największym wsparciem. Juvia zawsze powtarzała, że Gajeel i Levy najlepiej się rozumieją. Czasem nawet mówiła, że byliby dla siebie idealną parą, ale wtedy byli jeszcze dziećmi. Juvia o godzinie osiemnastej wymknęła się z zamku. Nie była to ucieczka, tylko miała jedną sprawę do załatwienia poza murami zamku. Jej zadanie polegała na zerwaniu wszystkich listów gończych, na których widniał Gray Fullbuster. Nie wydał jej nikt takiego rozkazu, sama na to wpadła. Miała pewien pomysł jak użyć listów gończych. Plan ten był prosty, więc zebrała z całego miasta Crocus aż trzydzieści egzemplarzy.
Teraz wystarczy przejść do następnego kroku.
Komentarze
Prześlij komentarz