Rozdział 16 - Bywaj przyjacielu!



— To tutaj? — zapytał Lyon, który od dwóch minut głupio gapił się w drewniane i rzeźbione drzwi.

Czarnowłosy przytaknął.

— Pamiętasz plan? — zapytał Sensei.

— Przez całą drogę musiałem ten plan powtarzać, bo pewnie bym zapomniał — zaśmiał się, a po chwili oczy mu się rozszerzyły i wyglądał na przestraszonego. — Zapomniałem... — przyznał zasmucony.

Sensei jedną ręką uderzył się w głowę. Skąd on wstrząsnął tak nieogarniętego ucznia?

— Zróbmy tak — westchnął i spojrzał groźnie na białowłosego. — Wchodzimy, robimy to, co mamy do zrobienia i wychodzimy.

Uczeń energicznie kiwnął kilkanaście razy głową. Chyba zrozumiał.

Otworzyli drzwi i...

~*~

Juvia stała przy jednym ze stolików. Patrzyła na tańczących ludzi. W tym także na Gajeela i Levy, którzy przetańczyli już dobre pół godziny. Jednak nie ich szukała. Błądziła wzrokiem po wielkiej sali, chcąc zobaczyć jego znajomą twarz lub chociaż jego czarną czuprynę. Nie było po nim śladu. Rozpłynął się w powietrzu.

W pewnej chwili zaczepił ją pewien mężczyzna. Wyciągnął rękę przed siebie i spytał:

— Mogę prosić panią do tańca? — jak na gentlemana przystało.

Niepewnie kiwnęła głową i chwyciła go za dłoń.

~*~

— Kim jesteście?! — krzyknął przestraszony mężczyzna.

— Twoim najgorszym koszmarem — wycedził przez zęby Lyon. Stał z tyłu Graya i przyglądał się zaistniałej sytuacji.

Mężczyzna został przyparty do ściany i obezwładniony. Gray trzymał katanę blisko jego szyi. Wystarczyłoby jedno pociągnięcie ostrzem, aby ta biała skóra zostałaby zakrwawiona.

— Czego chcecie?! — warknął.

— Ciebie — powiedział romantycznie Lyon.

Gray spojrzał na niego przelotnie informując, żeby dał spokój z żartami.

— Straż! — krzyknął, a samuraj zakrył mu usta ręką.

— Ucisz się! — pogroził mu.

Mężczyzna patrzył na niego groźnie, ale widać było po jego twarzy jak bardzo się boi. Graya to nudziło. Chciał go tylko zabić, ale na prośbę pewnej osoby, która doniosła na niego skargę, miał z nim porozmawiać osobiście. Westchnął i rozpoczął swój monolog.

— Kojarzysz może chłopaka o imieniu William? — po jego wyrazie twarzy można było stwierdzić, że go zna. — Przyszedł do mnie i opowiedział kilka interesujących faktów. Na przykład taki, że żenisz się po to, aby później odebrać całe bogactwo księżniczki, prawda? — zapytał podchwytliwe, a osoba wyglądała na jeszcze bardziej przerażoną. — Na jego prośbę, miałem ci przekazać wiadomość przed twoją śmiercią — mężczyzna pobladł, a jego wzrok utkwił w czarnych jak smoła oczach Graya. Wpadł w pułapkę. — Wiadomość miała jeden cel. Twoją śmierć. Jak żeś wiele w swym życiu złych i niewybaczalnych rzeczy popełnił — Gray lekko się uśmiechnął. — Dzisiaj jest dzień, w którym będziesz mógł spłacić dług, Edwardzie.

— Nic nie zrobiłem! — oderwał usta od ręki samuraja.

— Te sto zabitych przez ciebie osób to nic? — powiedział srogo białowłosy. — Znamy twoje plany — rzekł już spokojniej. — Pamiętaj, aby zamykać okna w czasie ważnych rozmów, Edziu — brunet rzucił mu groźne spojrzenie. — Ach, no tak. Teraz nie będziesz musiał już o tym pamiętać, prawda? — spod garnituru wyciągnął miecz. — Teraz zajmiemy się tobą, dobrze?

Gray chwycił za katanę.

„Zginiesz marnie" — pomyśleli obaj.

~*~

— Gajeel! — zawołał przyjaciela Juvia.

— Co się stało? — zapytał, poprawiając marynarkę garnituru.

— Widziałeś gdzieś Senseia?

— Nie, dlaczego pytasz? — czuł, że coś z nią nie tak.

— Bez powodu — odeszła od przyjaciela.

Wcześniej Juvia widziała go w tym samym miejscu od dwóch godzin, a teraz nie mogła go nigdzie znaleźć. Sama nie wiedziała, czemu go szukała. Chciała po prostu z nim porozmawiać. Kiedy tańczyła z jednym z chłopaków, w oczy rzucił się jej charakterystyczny kolor włosów. Biały. Kolor ten kojarzyła z bliską jej osobą, ale później zdała sobie sprawę, że nie ma takiej możliwości, aby ta osoba tu była. Jej brat nie mógłby się pojawić znikąd na hucznym przyjęciu jakby nigdy nic, prawda?

Za rękę pociągnęła ją Levy.

— Juvia! — zawołała radośnie i pociągnęła ją do najbliższego stolika.

— Tak? — zapytała lekko zmieszana.

Levy chwyciła za butelkę alkoholu i nalała do kieliszków białej cieczy. Podniosła je i podała jeden Juvii.

— Napij się ze mną! — zarządziła przyjaciółka, a Juvia zawahała się.

— Ja nie mogę, Levy — przyznała.

— Ze mną się na napijesz? — zapytała podchwytliwe.

Odebrała kieliszek, choć wolała go rzucić na ziemię. Juvia niepewnie wzięła jeden łyk i się skrzywiła. Było to tak okropnie gorzkie. Levy zaczęła śmiać się z jej miny.

Później Juvia już pewniej chwytała za alkohol i za każdym łykiem smakowało jej coraz lepiej.

~*~

— I po robocie! — oznajmił Lyon, ocierając krew z ostrza i ubrań.

Gray schował katanę pod garnitur, ale wcześniej ścierając z niej czerwoną ciecz. Szybko ogarnął pokój i zostawił zwłoki tak, aby ktoś pomyślał, że popełnił samobójstwo. Do jego ręki umieścił pistolet.

— Zawsze jesteś taki precyzyjny? — zapytał kpiąco Lyon.

— Powiedzmy — upewnił się, że wszytko wygląda jak prawdziwa scena samobójstwa. — Pośpiesz się! — wyszli z pokoju.

— Śpieszy ci się gdzieś?

— Tak. — Spojrzał na towarzysza. — Nie masz zamiaru spotkać się z siostrą? — spytał, chociaż znał jego odpowiedź.

— Jeszcze nie. Wolę, aby Juvia mnie nie widziała — podrapał się po karku. — Jak ona sobie w ogóle radzi?

— Na razie bardzo dobrze — uśmiechnął się i skręcił w lewo, gdzie ciągnął się jeszcze dłuższy korytarz.

— Gdzie idziemy?

— Chcesz wejść na salę splamiony krwią? — Gray zaśmiał się.

— Czarny garnitur w czerwone kropki. Nowy krzyk mody! — Lyon zrobił pozę modelki, a Gray pokręcił głową z niedowierzaniem.

Oboje wybuchnęli śmiechem tak jak za dawnych czasów. Szkoda, że nie mogą już ze sobą współpracować. Lyon ma już porządną firmę, która pracuje na wysokich obrotach, a Gray... ma siebie i jego domek w lesie. Teraz to ma jeszcze Juvię.

— Stać! — oboje odwrócili się za siebie i skamienieli.

— Cholera! — krzyknęli równocześnie i pobiegli przed siebie ile sił w nogach.

Natrafili na jednego ze strażników. Jak na zawołanie strażnik pobiegł za nimi. Gray biegł na przodzie, a Lyon stracił formę przez to siedzenie przed biurkiem i biegł trochę wolniej.

Gray skręcił w lewo potem w prawo, a na koniec otworzył jakieś drzwi i zamknął je, gdy Lyon w końcu dotarł na miejsce. Oboje opanowali oddechy na krótką chwilę. Czekali, aż strażnik przebiegnie, aby mogli jak najszybciej stąd wyjść. Usłyszeli przebiegające kroki, a potem wszystko ucichło. Gray po omacku zapalił światło.

— Razi! — Lyon szepnął z bólem, zakrywając przy tym oczy.

Gray dokonał trafnego wyboru. Znajdowali się w garderobie. Przebrali zakrwawione ubrania na nowe garnitury. Na ich szczęście znaleźli swoje rozmiary.

Gray chwycił za klamkę i otworzył je bardzo powoli i bezszelestnie. Kilka razy spojrzał, czy żaden z żołnierzy nie postanowił przejść tutejszym korytarzem. Nie było nikogo. Czarnowłosy dał znać towarzyszowi, aby ruszył za nim. Wyszli z garderoby.

— Ja idę po Juvię, a ty uciekaj! — szepnął dosyć głośno strategię planu.

— A co z Gajeelem? — zapytał prędko.

— Poradzi sobie — rzekł obojętnie Gray. — Poza tym niczym nie zawinił.

— Nie to, co my — westchnął Lyon i po chwili spojrzał na Graya. — Kiedy kolejna misja?

— Ta się nawet jeszcze nie skończyła — prychnął.

Odwrócili się w tym samym momencie i pożegnali się tymi słowami:

— Bywaj, przyjacielu!

~*~

Gdy wbiegł na salę, próbował wmieszać się w tłum. Strażnicy już biegali po zamku, aby dorwać dwóch zabiegów — Graya i Lyona. Jednym plusem było to, że nie wiedzieli jak mają na imię.
Samuraj pośpiesznie zeskanował cały teren i w oczy rzuciły mu się niebieskie włosy. Należy do Juvii. Przedarł się przez ludzi tańczących i stanął tuż nad Juvią. Położył dłoń na jej ramieniu. Odwróciła się prędko.

— Sensei! — krzyknęła i zerwała się z krzesła, po czym go przytuliła.

Zdziwił się lekko jej zachowaniem. Nigdy nie witała go w taki sposób. W ogóle go nie witała, bo każdą chwilę spędzali razem.

— Juvia? — pochylił się lekko, aby szepnąć jej do ucha, że to nie jest najlepsza pora na przytulanki i muszą uciekać. Jednak wtedy zdał sobie z czegoś sprawę.

— Gdzie byłeś? — zapytała, wciąż się do niego klejąc.

— Niedaleko — odpowiedział zły. — Piłaś?!

Dziewczyna skuliła się, a Gray westchnął. Teraz to ma aż dwa problemy na głowie.

— Przepraszam — rzekła niezrozumiale.

— Choć! — chwycił ją za rękę i pociągnął do wyjścia.

— Gdzie idziemy? — zadała kolejne pytanie.

Zignorował ją. Nie miał czasu, aby porozmawiać.

Musieli uciekać.

Gray zastanawiał się, czy już odnaleziono zwłoki Edwarda. Trochę żal było mu Levy. Jak mogła się zadawać z kimś takim? Chciała się z nim ożenić nie znając jego przeszłości? To chore! Jednak podobna sytuacja była u Graya. Tylko, że on się nie żenił.

Nagle coś go zatrzymało. Dziewczyna stanęła w miejscu i nie miała zamiaru się ruszyć.

— Juvia, nie mam czasu! — warknął, jednak ją wcale to nie obchodziło. Obróciła głowę w drugą stronę, udając obrażaną.

— Nie — to była jej odpowiedź.

— Pośpiesz się! — nalegał.

— Nie.

— Juvia! — rzekł zdenerwowany, bo usłyszał krzyk jednego z żołnierzy.

— Nie!

Gray wiedział, że w taki sposób jej nie przekona.

Co zrobić by Juvia przestała być na niego zła?

Nie miał bladego pojęcia. Przecież nie znał się na rzeczach, które lubią dziewczyny.
Przeleciała mu myśl, iż Juvia bardzo lubi się przytulać. Więc wyciągnął przed siebie ręce, informując ją w ten sposób, aby dałaby mu trochę czułości. Dziewczyna zerknęła na niego i nie zareagowała. Gray był na skraju wytrwałości, ale zrobił najsmutniejszą minę, jaką udało mu się stworzyć, a wyglądało to komicznie. Juvia spojrzała na niego po raz kolejny i przełamała się. Rzuciła się w jego ramiona. Gray wprost się dusił, ale nie mógł dopuścić, aby znów się obraziła. Nie tym razem, gdy żołnierze byli kilka kroków stąd!

— Bolą mnie nogi — Juvia udawała małe dziecko, które zdarło sobie kolanko.

Gray obiecał, że zabije się zaraz po ukończeniu misji.

Więc, aby nie przedłużać postoju uklęknął, aby Juvia mogła wejść na tak zwanego „barana". Od razu skorzystała z propozycji, a Gray ruszył w drogę. Musiał przyznać, że była bardzo lekka. Biegł dosyć szybko, aby wyjść z tego piekła.

— Sensei? — zapytała w pewnym momencie.

— Coś się stało?

— Nie lubisz mnie? — wyglądała na bardzo zasmuconą.

Na chwilę przystanął, a po chwili znów wznowił bieg.

— Dlaczego tak myślisz? — spytał zdziwiony jej pytaniem.

— Bo na mnie krzyczałeś — stwierdziła fakt.

Gray trochę się zawahał udzielić odpowiedzi. To nie tak, że krzyknął na nią z lada powodu. Był bardzo zły na siebie, że jej nie upilnował i zastał uczennicę pijaną na sali. To jego wina.

— Dlaczego piłaś? — zerknął na nią i przy okazji zmieniając temat.

— Levy mi kazała — zrobiła obrażoną minę.

— Teraz rozumiem — tak właśnie myślał, że ktoś ją przekonał do picia, bo sama nigdy nie chwyciła za alkohol. — Nie pij nigdy więcej.

— Czemu ja nie mogę, a Sensei tak?

Gray się uśmiechnął.

— Bo się o ciebie martwię — Juvia mocniej przytuliła się do "nosiciela".

— Ja o Senseia też się martwię — rzekła cicho.

Graya to wstrząsnęło. Któryś raz z rzędu przystanął na krótką chwilę. Nigdy w życiu nikt się o niego nie martwił. Był przyzwyczajony, że musi radzić sobie sam, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą.

Kłamała. Na pewno kłamała. Co się dziwić, przecież była pod wpływem alkoholu.

Jak Juvia może mieć na niego taki wielki wpływ? Wolał, aby zostało tak, jak było. Nikt nie zwracał na niego uwagi, a on tylko wykonywał misje. Nic inne się nie liczyło. Miał przez nią mętlik w głowie.

Juvia trzymała się bardzo mocno i prawie zasypiała. Samuraj bardzo się z tego powodu cieszył. W końcu nie musiał dalej drążyć tematu.

Gray znajdował się w piwnicy pałacu i na ich szczęście nie spotkali żadnego żołnierza. Lekko szturchnął śpiocha, a po chwili Juvia się obudziła.

— Truskawka — to było jej pierwsze słowo po obudzeniu.

Gray spojrzał na nią pytająco, a ona się zawstydziła. Taka była prawda, że samuraj pachniał wyłącznie truskawkami. Tylko, że Gray nie miał o tym pojęcia. To prawda, że truskawki to były jego ulubionym owocem.

— Które drzwi prowadzą na zewnątrz? — spytał.

Wskazała palcem, nie pokazując czerwonej twarzy. Wielkie metalowe drzwi. Miały jedną zaletę: nie było kłódki. Chwycił więc za klamkę i już widział swą przyszłość za murami tego zamku, jednak...

Gdy drzwi zostały otwarte, czekała na nich niemiła niespodzianka.

Komentarze