Rozdział 11 - Zostałam... porwana
Obudziła się wczesnym rankiem w ciepłej i pachnącej kołdrze. Nie chętnie otworzyła oczy. Przez szybę okna przedarły się promienie wiosennego słońca. Chciała się obrócić na drugi bok, ale czuła jakiś opór, który jej to uniemożliwiał. Podniosła do góry prawą rękę. Zauważyła, że jest ona zabandażowana od ramienia do nadgarstka. Przypomniała sobie, że wczoraj skaleczyła się, pozostawiając na ręce długą i czerwoną linię. Drugą dłonią dotknęła lewego policzka. Poczuła coś dziwnie miękkiego i szorstkiego. Uznała, że to plater. Już nieco bardziej otrzęsiona ze snu spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami. Była godzina dwunasta. Jak poparzona wstała z materaca. Zachwiała się lekko na nogach, ale nie straciła równowagi. Rozciągnęła obolałe ciało. Wyszła z pokoju. Nie było słychać stukotu obcasów ani krzyków klientów, którzy Juvii zdaniem przebywali tu codziennie. Czyżby dzisiaj szefowa postanowiła zamknąć kawiarenkę?
Skierowała się do pomieszczenia, z którego usłyszała dobrze znane jej głosy między innymi Lucy i Natsu, którzy natarczywie o czymś gawędzili. Gdy przekroczyła barek pierwszy zauważył ją Natsu, który razem z blondynką siedzieli naprzeciw siebie w jednym ze stolików. Uśmiechnął się do niej promiennie i gestem ręki wskazał jej, aby podeszła. Wykonała polecenie i spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
— Pięknie dziś wyglądasz, Juvio — skomplementował i wprost przeszywał ją wzorkiem.
Zastanawiała się, co pięknego jest w zwykłym kimonie, które jest pocięte. Pocięte! Zawstydziła się i niepewnie zerknęła na swój ubiór. Jak mogła pokazać się w stylu „podartej firany"?! Jednak zamiast tej stylówki, ujrzała na śliczną granatową sukienkę z miękkiego materiału, która sięgała jej do kolan, a od pasa była lekko rozkloszowana. Na stopach miała puchowe skarpetki z rysunkiem słodkich koteczków.
— Jednak nasz przyjaciel miał rację — prychnęła Lucy. — Wiedział, co wybrać, aby na tobie Juv pasowało to idealnie.
Natsu potwierdził święte słowa Lucy dwukrotnym i energicznym kiwnięciem głowy. Juvii twarz mogłaby konkurować z pomidorem. Cieszyła się całym sercem, że dostała tak cudowną rzecz.
Czyżby pewien samuraj obdarował ciapowatą uczennicę?
Po chwili obok Juvii pojawił się czarnowłosy z masą papierowych map i gazet. Zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i uśmiechnął się niepewnie. Dokonał dobrego i rozsądnego wyboru. Położył cały ten stos na stole i oddzielał mapy od gazet.
— Juvia, piękności, zrobiłabyś mi kawę? — poprosił Nastu.
— Pewnie — odpowiedziała i powędrowała do kuchni.
~*~
Niosła do stolika świeżo parzoną kawę. Na rogu położyła gorący napój dla Natsu. Usiadła obok Lucy i uważnie przyjrzała się mapom. Nie były one stare, ale za to bardzo szczegółowe. Widniał na nich ogromny budynek, najprawdopodobniej zamek. W niektórych miejscach zaznaczono czerwonym krzyżykiem wyjścia i wejścia. Juvia kojarzy tę budowlę bardzo dobrze.
— Myślę, że najlepszym sposobem będzie wejść główną bramą, a potem uciec tylnymi drzwiami. — Zaproponowała blondynka.
Juvia spojrzała na Lucy pytającym wzrokiem.
„Planują się włamać do zamku? To absurd!" — pomyślała przelotnie niebieskowłosa.
— Jeżeli wejdziemy główną bramą to zatrzymają nas żołnierze — stwierdził Sensei. — Jest ona pilnie strzeżona. Nawet przez stu wyszkolonych ludzi — podniósł wzrok na Lucy i wskazał jej coś gestem ręki.
Ona natomiast przytaknęła twierdząco. Czyżby posługiwali się jakiś językiem lub znakami migowymi?
— A gdyby to zrobić na odwrót? — wskazał Natsu krzyżyk na mapie. — Obejść dookoła zamek i wejść tylnymi wyjściem?
— To też bezsensu — rzekł znudzony Sensei.
— Jaki to zamek? — spytała zaciekawiona Juvia.
— Zamek Mercurius — wymamrotał Natsu.
Po usłyszeniu nazwy Juvii serce przyśpieszyło bicie. Bardzo dobrze, a nawet doskonale znała to miejsce. Chodziła tam regularnie ze swym bratem, aby odwiedzić ich przyjaciółkę, która była córką królowej. Nazywała się Levy Mcgarden. Niebieskowłosa piękność o zniewalającej urodzie, która zaślepiła nie jednego mężczyznę. Barwa oczów tak czysta i urokliwa niczym śródziemne morze. Charakter tak cudowny, że pozazdrościłoby jej cały naród. Pomoc niesie każdemu, kogo napotka na swej drodze. Zaprzyjaźnić potrafi się z każdym, nie patrząc na jego ubiór, czy też wygląd. Chodzą plotki, że zostanie następcą tronu w Królestwie Fiore i, że dzięki niej ten kraj stanie się czysty niczym wody rzeczne. Ostatnio rozniosła się wieść o tym, iż księżniczka zaręczyła się z jakimś księciem z sąsiedniego państwa. Podobno razem mają połączyć swoje siły i zjednoczyć te dwa kraje. Jednak, czy im się powiedzie?
Dobrze pamiętała tamto zdarzenie, które obróciło ich życie o sto osiemdziesiąt stopni.
„W Magnolii jak zawsze świeciło słońce, a w wiosce panowały natarczywe rozmowy oraz nie brakowało tu śmiechu i pogody ducha. Czwórka dzieci w podobnym wieku bawiła się w chowanego na podwórzu naprzeciw znanej piekarni, która zwała się „Bułka z Masłem". Małe rozbrykane pociechy zwały się: Juvia, niebieskowłosa dziewka znana ze swej dobroci, Levy była sierotą, ale bardzo życzliwą i miłą dziewczynką, zaś Gajeel potrafił zatrzymać każdą bójkę i uspokoić nieznośnych smarkaczy, brat Juvii był najodważniejszy z całej paczki, ponieważ był najstarszy i dosyć często musiał ich bronić w niezręcznej sytuacji. Jednak wszyscy tworzyli grupę, w której poruszali się wszędzie i każdą „misję" właśnie wykonywali razem. Misje polegały np. na złapanie kotka starszej pani Paprotki, zawiezienie świeżych bułek z kremem do domu pana Wąsika, kupienie nowej prasy dla dziadka Levy...
Jednego popołudnia dostali zadanie od sprzedawczyni sklepu „Bułka z Masłem", aby dowieźć rogaliki z dżemem malinowym do wujka Staszka, który mieszkał na końcu wsi w bardzo bezludnym miejscu. Dzieci z zapałem zgodziły się i ruszyły na swoich rowerkach do domku wuja. Pierw droga minęła im bardzo radośnie. Śpiewali przeróżne rymowanki i nieźle bawili się przy tym. Jednak, gdy opuścili tą zaludnioną część miasta, obleciał ich strach. Las stał się jakby złowrogi i patrzył na nich z każdej strony, a droga wydłużała się niemiłosiernie. Brat Juvii, jako kapitan tej paczki rzekł radosnym głosem, iż zauważył małą chatkę, która znajdowała się jeszcze hen hen daleko od nich. Nagle zatrzęsły się krzaki po prawej stronie drogi, a dzieci przestraszyły się. Po chwili na środku szosy pojawiło się dwoje osobników zamaskowanych w czarne kominiarki. Nie wyglądały na dorosłych tylko na przeciętnych nastolatków. Sprawnie podbiegli do roweru, który miał przyczepiony koszyk, a w nim widniały pachnące rogaliki. Szybkim ruchem ukradli im żywność i oddali się o krok do tyłu. Jako pierwszy obudził się brat Juvii. Podbiegł do złodziei i, gdy miał już nakładać ich pięściami, przed nim stanął wysoki i dorosły mężczyzna z zarostem na twarzy. Swą umięśnioną ręką chwycił za kark chłopca i podniósł do góry. Po niedługim upływie czasu rzucił go na bok. Opadł z sił. Juvia podeszła niepewnym krokiem do swojego brata, który był ranny. Łzy poleciały z jej błękitnych oczu. Poczuła silne kopnięcie w brzuch. Sturlała się po ziemi, a następnie zatrzymała po kilku obrotach. Widziała jak Gajeel próbuje obronić małą Levy, ale wkrótce i on poległ. Levy cała się trzęsła, bo była najmłodsza i słaba. Mężczyzna z pogardą spojrzał na dziewczynkę i uśmiechnął się złowieszczo. Uderzył ją lekko w główkę. Straciła przytomność. Zarzucił ją przez ramię i kierował się w przeciwną stronę. Gajeel, Juvia i jej brat byli bezsilni, aby się podnieść i pobiec, a przede wszystkim odbić swoją towarzyszkę. Z łzami i smutkiem wypisanym na twarzy patrzyli jak ich przyjaciółka zostaje porwana.
Znaleziono ich dopiero po kilku godzinach i zawieziono do szpitala. Rany nie były bardzo głębokie więc dostali wypis już po dwóch tygodniach.
Już nigdy nie dostali żadnej misji, ale to nie była ich wina! Nikt ich nie ostrzegł ani nie zwrócił uwagi.
Pewnego dnia Gajeel oświadczył swoim przyjaciołom, że rusza odnaleźć Levy. Zaprzeczył temu, żeby poszli z nim. Całą winę wziął na swoje barki. Opuścił wioskę. Po kilku miesiącach Juvia zaczynała tracić nadzieję. Po trzech latach rozniosła się wieść, że Królowa w Fiore odnalazła swą córkę. Gdy Juvia dowiedziała się, że to Levy płakała ze szczęścia, po czym jak najszybciej wybrała się do Zamku Mercurius ze swym bratem. Od tamtego czasu zaczęli się spotykać regularnie.
Jednak o Gajeelu słuch zaginął".
Juvia uśmiechnęła się sama do siebie.
— Co się stało, Juv? — zapytała z zaciekawieniem Lucy.
— Zamek Mercurius, tak? — zamyśliła się na moment, przez co skupiła na sobie całą uwagę jej towarzyszy. — Czyżby chodziło wam o budynek, który znajduję się w mieście Crocus i ma dziesięć pięter, trzy piwnice, dwie kuchnie, cztery łazienki, jedną salę bankietową, pięć sypialni oraz posiada trzy sekretne wejścia? — spytała ze znudzeniem i bawiąc się przy tym kosmykiem włosów.
— Skąd to wiesz? — Natsu nie ukrywał zainteresowania, jak i zdziwienia.
Wzruszyła tylko ramionami i uśmiechnęła się niepewnie. Przyjrzała się mapie, bo chciała wiedzieć, co takie planują. Nagle drzwi do kawiarenki otworzyły się z hukiem, a w progu stał niejaki Gajeel Redfox. Poprawił ręką swoje długie i czarne włosy. Błądził wzrokiem po pomieszczeniu, po czym zatrzymał się na sylwetce Juvii. Pochmurniał zaraz, pewnym krokiem podszedł do stolika i położył z trzaskiem dłoń na stole, a niebieskowłosej wydawało się, że wszystkie rzeczy aż podskoczyły do góry. Zza pleców wyciągnął pomarszczony skrawek jakiejś gazety i umieścił go przed Juvią. Spojrzała na niego pytająco, a on jedynie rozkazał jej to przeczytać. Połknęła głośno ślinę, bo wiedziała jaki Gajeel może być straszny, a szczególnie, gdy był zdenerwowany. Powoli przeniosła wzrok na kartkę.
„Czyżby Księżniczka Levy Mcgarden zaręczyła się z Księciem z sąsiedniego państwa?!
Kto by pomyślał, że ta szesnastoletnia piękna dama zgodzi się na taką prośbę od samego Księcia. Planują połączyć razem dwa państwa i stworzyć jeden wielki, nie do przebicia kraj. Każdy dopinguje tej parze, ale czy nie wybuchnie między nimi burza i doprowadzi do czegoś tak okropnego, jak wojna? Nikt tego nie potwierdzi stuprocentowo, jednak wszyscy wierzą i popierają ich plan na przyszłość. Na chwilę obecną nie wiadomo nic o ślubie, ale dowiedzieliśmy się, że Królowa wraz z Królem wyprawiają huczną imprezę właśnie z okazji zaręczyn jej córki.
Jak wiele gości się zjawi? Czy pojawi się słynna siostra Królowej? I czy ktoś im przeszkodzi?
Dowiesz się w kolejnej prasie, która będzie dostępna dnia xx.xx.xxx !"
Wiedziała, że teraz ma bardzo przechlapane i na pewno Gajeel jej nie wybaczy. Tylko on nie był świadom, że Levy się znalazła po około trzech latach. Wszystko pisało w gazetach, tylko Gajeel nigdy nie czytał czasopism. Gdyby wtedy Juvia jej nie kupiła, nie wiedziała, że jej przyjaciółka żyje, że ma się dobrze. Jednak czemu Gajeel został potraktowany inaczej i nie powiedziano mu nic? Ponieważ nie widziano go z dobre dziesięć lat, a ujawnił się dopiero wczoraj, a dziewczyna tak się z nim zagadała na inne tematy, że zapomniała o najważniejszym fragmencie.
— Powiedz mi Juvia, dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?! — warknął, a ona skuliła się. — Kryłaś to?! Może nie chciałaś, abym się dowiedział, co?!
— Nie krzycz na nią! — podniósł głos Natsu, a teraz wszystkie pary oczu były skierowane na niego. — W ogóle powie mi ktoś o, co tu chodzi?
— Levy Mcgarden... — Juvia kątem oka spojrzała na Gajeela. — to nasza przyjaciółka.
Czas się jakby zatrzymał. Nikt się nie odzywał. Słychać było szybki oddech Redfoxa. Każdego trzymało jakiejś napięcie tylko nie Senseia. Na jego twarz wdarł się chytry uśmiech.
— Byłaś w zamku kiedyś? — zagadnął i nachylił się w stronę Juvii.
— Byłam — przyznała rację.
— Ile razy?
— Cóż... — nie potrafiła określić dokładnej liczby. — Bywałam tam co tydzień przez trzy lata, a potem już jej nie mogłam odwiedzić.
— Dlaczego? — wtrącił się Gajeel. Słuchał całą rozmowę z niemały zainteresowaniem.
— Zostałam... — przełknęła ślinę, bo to nie było dla niej łatwe do powiedzenia słowo. — porwana.
Nie chciała określić w tak brutalny sposób, ale żaden inny przymiotnik tak tego nie określał. Nie chciała również wszystko zwalić na Senseia. Nauczył ją kilku technik, jak i samoobrony. Jest mu za to wdzięczna, ale w tej chwili nie potrafiła kłamać. Nie umiała.
— Co? — zapytał ledwo słyszalnym głosem Gajeel.
Spuściła głowę na dół. Nastała cisza. Każdy zareagowałby podobnie. Są rzeczy trudne dla nas, aby opowiedzieć je z łatwością. Czuła pewne poczucie winy, że w taki sposób osądziła Senseia.
— Juvia — rzekła spokojnie i jakby z politowaniem Lucy. — Mogę o coś zapytać?
Kiwnęła twierdząco głową.
— Dlaczego masz plaster na policzku?
Gwałtownie zakryła dłonią ranne miejsce wolną dłonią. Nie mogła wydać osobę, która i tak pewnie ma jej dzisiaj na złe.
— Ja... to... um... — szukała w myślach jakiejś dobrej wymówki. — zrobiłam to, gdy pomagałam Emily w kuchni. — Skłamała i drżącą rękę odkleiła od policzka.
— Rozumiem — uśmiechnęła się promiennie.
— Powracając do planu... — przerwał Natsu. — to w końcu, którędy wchodzimy? — blondynka zignorowała go i wtrąciła się.
— Kiedy macie zamiar iść do tego Zamku? — spytała Lucy i przy okazji przesunęła się, aby Gajeel też mógł usiąść.
— Za tydzień musimy być na miejscu — zarządził Sensei.
— Za tydzień ma odbyć się impreza w Zamku z okazji zaręczyn Levy i dużo strażników będzie chronić główną bramę — stwierdziła Juvia.
Sensei spojrzał na nią z lekka zdziwiony, a po chwili szeroko się uśmiechnął.
— Dlatego proponuję wejść bocznym wejściem, bo przeważnie są tam dwoje żołnierzy, a wyjść najlepiej główną bramą, ponieważ po północy zmieniają się miejscami — wypowiedziała się niebieskowłosa, a cała czwórka patrzyła na nią i z dumą i ze zdziwieniem.
— Więc ustalone! — rzekł wesoły Natsu.
— Nie bardzo — skrzywiła się uczennica Senseia. — Nie wpuszczą was bez odświętnego stroju.
— A co konkretnie to ma być? - dopytywał Nauczyciel.
— Ciemny garnitur, a kobiety zwykle mają suknie, aż do kostek.
— Juvia, możemy pogadać? — zapytał Gajeel, który wyglądał tak jakby całe życie czekał na tę rozmowę.
Wyszli z kawiarenki, zostawiając całą trójkę przyjaciół, którzy zastanawiali się skąd wytrzasnąć stroje i czy nie zabrać ze sobą Juvii.
— Myślę, że warto ją i jej przyjaciela wziąć ze sobą — zasugerował Sensei.
— Niby dlaczego? — Lucy nie była do tego przekonana.
— Zna drogę i zamek oraz Księżniczkę, co najważniejsze, a jej przyjaciel wygląda, jakby potrafił się obsługiwać bronią więc też się przyda. Ponadto wspominała, że są trzy sekretne wejścia i przyjaźni się z Księżniczką, dlatego mamy jeszcze większe szanse. Nie widzę problemu.
Oboje potwierdzili sugestię czarnowłosego, ale teraz został im jeden problem. Dwa garnitury i jedna suknia do kostek.
— Boże Święty! — krzyknęła Lucy. — Jak mogłam o tym zapomnieć! — odeszła od stolika i zniknęła w jakimś pokoju.
Po chwili wróciła, niosąc ogromne kartonowe pudło. Położyła je na stole i zaczęła je rozpakowywać. Wyciągnęła z niego dwa czarne garnitury. Przekonywała Natsu i Senseia, że będą pasowały jak ulał. Oboje nie byli do tego jakoś przekonani i poszli to sprawdzić. Po chwili wrócili mają na sobie ciemne i odświętne stroje. Tak jak przewidziała Lucy, pasowały na nich idealnie. Natsu nie miał zamiaru jechać do Zamku, bo wiedział jakie to ryzyko, ale wcześniej przyglądał się Gajeelowi i doszedł do wniosku, że mają bardzo podobną budowę ciała, dlatego przymierzył garnitur za niego. Teraz jedynie pozostało znaleźć suknię dla Juvii. Lucy kopała się w dół kartonu i wyszukała kilka sukien. Jedna była czerwona, druga zielona, trzecia pomarańczowa, a czwarta niebieska. Położyła je na stole naprzeciw Senseia, bo to on miał najlepszy gust. Uzgodnili, że każdy wybierze tą, która najlepiej będzie pasowała do Juvii. Blondynka długo gramoliła się z wybraniem, ale ostatecznie swój głos oddała na czerwoną. Natsu wybrał zieloną. Sensei przyglądał się ubraniom bardzo dokładnie. Chwycił w dłoń suknię, która jego zdaniem była najtrafniejszym wyborem. Niebieska. Natsu odłożył rzeczy w mniej widocznym miejscu.
— Teraz pozostało nam załatwić transport — rzekł czarnowłosy znudzonym głosem, a tak naprawdę ciekawość go rozpierała, co tak długo robiła Juvia.
— Droga zajmie wam pięć dni, jeżeli pojedziecie końmi — zasugerował Natsu i to wcale nie był głupi pomysł.
— Tylko skąd wezmę trzy konie? — odgryzł się przyjaciel.
— Mój wuj ma dwa i planuje je sprzedać. Myślę, że jeżeli opowiemy mu sytuacje to chętnie się zgodzi.
— W takim razie ty to załatwisz, przyjacielu — wstał od stołu i skierował się ku wyjściu.
— Gdzie idziesz? - zapytał Natsu, jednak potem przypomniał sobie coś ważnego. — Kolejny raz chcesz z nią walczyć i zranić, hm?
Sensei zatrzymał się pół kroku.
— Skąd to wiesz? — dreszcz przeszedł po jego ciele. Nie lubił tego tematu.
— Nieważne — odparł szybko. — Idź, idź, bo ci jeszcze ucieknie z tamtym ciołkiem — prychnął.
Jednak Sensei za wszelką cenę będzie próbował bronić Juvię i jej ponownie nie zranić.
Obiecał to sobie.
Komentarze
Prześlij komentarz